Humor - Wiersze satyryczne - ku rozweseleniu
japoneczka01 - Śro 31 Gru, 2014 17:53
autor
aramasamhary
Dziadka kalesony
Dziadek biega podniecony,
gdzie są moje kalesony?,
tak jak biegał pan Hilary,
który stracił okulary,
poza domem gdzieś w ogrodzie,
poczuł się tak jakby młodziej,
wziąwszy miskę z ciepłą wodą,
zaczął prać galoty nogą,
później je wykręcił w rękach,
co nastękał, to nastękał,
i zmęczony tą robotą,
dał jedzenie swoim kotom,
później wieczór chłodny nastał, bo już była jedenasta,
trza więc włożyć kalesony, szybko pobiegł więc do żony, i w te słowa do niej plecie, że nie było w całym świecie, tej tragedii jak świat światem, gdzież kaleson, któż mi zatem, kto z was drodzy mi odpowie, bo jest pustka w mojej głowie,
gdzież straciłem kalesony,
już nie jestem podniecony,
wchodzi dziadek więc na piętro,
tam gdzie Iza jest przepiękna,
i mamrocze coś pod nosem,
zamotany tym chaosem,
gdzie kaleson wnusiu dałem,
bo mi zimno całym ciałem,
Iza na to się speszyła,
bo w negliżu przecie była,
i powiada – mój dziadeczku,
idź już połóż się w łóżeczku,
idźże przykryj się pod kocem,
nie zawracaj głowy nocą,
poszedł dziadek zrozpaczony,
który stracił kalesony,
rano wstaje zaskoczony,
bo zobaczył kalesony,
przecie jak je prał od wczoraj,
bo to była późna pora,
rzucił gdzieś w trawę w ogrodzie,
bo kaleson nie jest w modzie.
autor
aramasamhary
japoneczka01 - Śro 31 Gru, 2014 18:38
Rozmowa z Bachem
Leżę w łóżku, słucham sobie Bacha,
to „Das Wohltemperierte Klavier”.
Oj, przydała by się jakaś flacha.
Panie Bach. Pan jesteś jakiś świr.
Ot powiedzmy, taka pańska fuga,
Pan wybaczy, ale będę szczery.
Trudna, nudna, Panie i za długa.
Słucham fugi, dostaję cholery.
Po co Panu te przeróżne dźwięki,
tyle tego, że Panie nie zliczy.
Pan nie słyszał porządnej piosenki,
Ot, powiedzmy takiej „Bałkanicy”.
Byś Pan zrobił „Ona tańczy dla mnie”,
to byś miał Pan powody do dumy,
A tak, komu piszesz, mojej mamie,
te koncerty albo preludiumy.
Słyszę masz Pan dość liczną rodzinę,
biednie żyjesz, takie mówisz czasy.
A patrz Pan na taką „Mandarynę”,
nie ma klasy, a ile ma kasy.
I Pan też byś nie jadł chleba z solą,
i szczęśliwy byłbyś i bogaty,
gdybyś zaczął grywać Disco – Polo,
a nie jakieś te Pańskie toccaty.
Przemyśl Pan to i nie marnuj roku
korzystając z moich propozycji,
jedź Pan, Panie do Białegostoku
Tam nauczysz się Pan kompozycji.
autor
staryhotel
japoneczka01 - Śro 31 Gru, 2014 18:46
Zenek
To było rano w poniedziałek, za oknem świt w mgłach i oparach.
Słońce skradało się nieśmiało tak jakby bało się zegara.
Po ścianie lazła pierwsza mucha, kot się przeciągał, zapiał kogut.,
pies cicho szczeknął, gołąb gruchał, mysz zapiszczała gdzieś przy progu.
Zenek się zbudził, przetarł oczy i się rozejrzał po chałupie
szukając poprzez resztki nocy co tu tak dziwnie głośno tupie.
I gdy leniwym, sennym wzrokiem wszyściutkie kąty już obmacał
ujrzał w słonecznym blasku okien, że łeb go łupie, bo ma kaca.
Obok leżała ciepła żona, ale jej nie tknął dla zasady,
bo mu wieczorem obrażona rzekła - z pijakiem nie dam rady.
Więc przydeptane wdział bambosze co stały zwykle przy tapczanie
i delikatnym krokiem poszedł do kuchni, by zrobić śniadanie.
Gdy na patelnię smalec wkładał i siedem jajek brał z kredensu
jakiś wewnętrzny głos mu gadał, że jego życie nie ma sensu.
„Trza wyprostować zakręcone, co niezmienione to trza zmienić.
Może nawyki, może żonę, może się drugi raz ożenić”.
Może hektarów kilka kupić i zacząć orkę na ugorze,
albo po prostu znów się upić, zasnąć w stodole lub oborze.
Przez okno blady świt się sączył, rozjaśniał całą okolicę
a Zenek radio cicho włączył i jadł tą swoją jajecznicę
W radiu toruńskich chór kleryków śpiewał, że ranne wstają zorze.
Za ścianą w cichym bydła ryku życie budziło się w oborze.
Mocny głos ojca Tadeusza sączył mu w uszy słowa takie,
„Nie zaznasz ty spokoju duszy, jeśli nie zaczniesz być Polakiem”
Dobrze ci mówić, szepnął cicho. Czy wy tam „kurna” nie widzicie
jak nam się tutaj żyje licho i jak kosztowne jest to życie.
Łyżkę odłożył, wąsy otarł. Mruknął, nie mnie tu o tym sądzić.
Na mnie tu czeka wciąż robota. No, trzeba bydło oporządzić.
Między chałupą a oborą chodził szukając kurzych jajek.
Myślał „ W tym kraju wszyscy biorą, tylko mnie „kurna” nikt nie daje”.
Liczył. Na radio wpłacił dwieście, pięć stów wziął ksiądz na mszę za teścia.
Córce, tej co się uczy w mieście na stancję siedemset dwadzieścia.
Synowi pięćset na praktyki no bo się uczy na fryzjera.
Młodszej zeszyty, podręczniki. I znów trzy stówy. O, cholera.
Żonie osiemset na kozaki bo już od dwóch miesięcy woła
Ty nie wiesz „taki i owaki”, że nie mam w czym iść do kościoła.
Teściowej czterysta pięćdziesiąt by se wstawiła złote zęby,
choć go cieszyło, że przez miesiąc nie otwierała wcale gęby.
I jeszcze – panie na podatki, na KRUSy, ZUSy, inne zbiórki
Tace, fundacje, może składki. Nic tylko palnąć w łeb z dwururki.
I skąd brać szeptał karmiąc kury by wszystkim tylko wszystko dawać.
Czy myślał o tym kto u góry, czy kraść, czy mienie rozprzedawać
Tu w niebo spojrzał mrucząc „Panie, na to ja biedny nie poradzę,
Że w naszym pięknym Lechistanie kaczki trzymają całą władzę.
Trzeba krytycznie sprawy sądzić, jak mawiał mój nieboszczyk teść.
I drób nie będzie nami rządzić, bo drób – to panie trzeba jeść.
Chyba świat zawziął się na chłopa (spojrzał zza płotu na ulicę),
niby to wszystko, to Europa, a bieda panie jak w Afryce.
Teraz się całkiem zdenerwował. Popatrzył na swój dom ze smutkiem.
Zaklął, w kieszenie ręce schował i tak jak w dym poszedł na wódkę.
autor : staryhotel
japoneczka01 - Nie 04 Sty, 2015 18:35
WŁADYSŁAW KATARZYŃSKI
SKANSEN
Gdzie leżą ugory, gdzie kwitła love story
Na sianie po żniwach sierpniowych
Nie słychać ciągników, chłopaki przy “byku”
Kolejna sobota jest z głowy!
Obora w ruinie, już nic z niej nie zginie
Bo wszystko na złom wyniesione
Ni gęsi, ni krowy, rdzewieją podkowy
Bo dawno zniknęły stąd konie!
Już nie ma trzynastek i sojuszów z miastem
I wczasów co roku w Krynicy
Ni też deputatów, ósmego zaś kwiatów
W oborze już świnia nie kwiczy!
Gdzie były owieczki, z redakcji wycieczki
Gdzie ziemia rozległa i żyzna
Partnerką do picia była przodownica
Helenka, pseudonim “Łatwizna”
Pan Kazek na rencie, więc na wsi ma wzięcie
Bo może pierwszego postawić
Tu jeździł ciągnikiem, codziennie i w weekend
Ma siedem dyplomów z Warszawy!
Sklepowa jest w dechę, bo daje na krechę
Co drugi jest głodny i blady
Ksiądz bardzo się spieszy, bo ktoś znów się obwiesił
To były kierownik brygady!
Lecz choć zęby w ścianę, włóż spodnie łatane
Bo w Unii też znajdziesz swą szansę
Znów sznur samochodów, wycieczka z Zachodu
Willkommen, to wita nasz skansen!
japoneczka01 - Nie 04 Sty, 2015 18:37
WŁADYSŁAW KATARZYŃSKI
SKLEPIK OSIEDLOWY
W gałązkach krążą świeże soki
Po niebie łażą święte krowy
Wciśnięty między wielkie bloki
Stoi nasz sklepik osiedlowy
Był, gdy rodziło się osiedle
Od lat młodzieńczych z nim się znamy
Tuż obok ktoś sprzedawał knedle
W pobliżu stragan z warzywami
Tutaj zakupisz możesz chlebek
Porozmawiają jak z człowiekiem
A kiedy znajdziesz się w potrzebie
To wtedy dadzą ci na krechę
Pani Marysia, właścicielka
Czasami popłakuje w mankiet
Przez okno z niepokojem serka
Rośnie kolejny hipermarket
Już teraz sklepik dogorywa
Podatki wcale są niemałe
Co tam prywatna inicjatywa
Do tej tu, z obcym kapitałem
Ten sklepik padnie jak niejeden
Którego przekraczałeś progi
Dziś właściciele klepią biedę
W MOPS pobierają zapomogi
Za rok Marysia, zrób jej zdjęcie
Co się odwlecze, nie uciecze
Ustawi się w hiperkolejce
W wyrosłym tu hiperkarkecie
japoneczka01 - Nie 04 Sty, 2015 18:58
Bakłażan
autor: tomek_en
Na pewnej grządce słychać od rana
Pełen pretensji głos Bakłażana:
„Weź się, Ogórku, odsuń ode mnie!
Myślisz, że w tłoku stać mi przyjemnie?!
Jestem warzywo nie byle jakie,
Nie chcę się tłoczyć z jakimś prostakiem!”.
Tak się wywyższa, piekli i miota;
Inne warzywa dlań to hołota.
Mówi Pietruszka: „Oj, Bakłażanie…
Mój panie, ganię twe zachowanie…”.
Na to Bakłażan: „O, dobry Boże!
Śmie do mnie gadać koślawy korzeń!
Nie życzę sobie z kimś takim spotkań,
Bo pani przy mnie to zwykła płotka;
Przy takiej płotce – ja jestem rekin
I się zadawać nie chcę z byle kim.
Ze mną się równać nie może nikt tu.
Mój ród pochodzi wszakże z Egiptu!”.
W czas powstrzymała Pietruszkę Dynia
(Bo ta już miała rzec słowo „Świnia”):
„Nic tutaj pani raczej nie wskóra,
Bo z Bakłażana jest straszny burak…”
(Tutaj drażliwa kwestia wynikła,
Bo obraziła się na nią Ćwikła).
Bakłażan zmierził wszystkich bez mała:
Rzodkiewka już się do bitki rwała,
Lecz rzekła tylko: „Mi to się marzy
Dać ci fioletu więcej na twarzy!”.
Wciąż psy na wszystkich Bakłażan wiesza:
„Z jakimś pospólstwem nie chcę się mieszać!
Ogier nie stanie w stajni przy ośle!”
Rzucił Bakłażan, patrząc wyniośle.
Skończyć się miały jego humory,
Bo przyszła jesień, a wraz z nią zbiory.
Pokroił kucharz Marchew i Pora,
Na Bakłażana też przyszła pora.
Chwycił w swe palce roślinę próżną,
W poprzek pokroił Psiankę Podłużną
(Bo tak Bakłażan też się nazywa.
Przyznacie, nazwa niezbyt nobliwa…).
Znów się Bakłażan dąsa i boczy,
Znów z warzywami się musi tłoczyć,
Choć krzyczy: „Skandal! To nie w porządku!”.
Gdzie znów je spotkał? W moim żołądku!
autor
japoneczka01 - Czw 08 Sty, 2015 07:47
Agnieszka Tomalak -
O dzierganiu
Chwytajcie za druty wszystkie babki
I nie patrzcie na sąsiadki
Co to lubią wszystko kupne
Bo to w sklepie to jest nudne,
Prawie wszędzie jest to samo
Wszystko całkiem oklepane.
Więc Ty sama dziergaj śmiało
I radości miej niemało
I nie przejmuj się smutasie
Że nie wszystko łatwo da się.
Choć początki są trudniejsze
To końcówki znacznie lżejsze
Pozazdroszczą Ci sąsiadki
Takiej całkiem Twojej czapki.
Duma może Cię rozpierać
Bo masz szalik w renifera
Wydziergany step by step
Poprzez własne rączki wnet.
A ja niespokojne rączki mam
Więc coś robię tu i tam
Nie jest wszystko doskonałe
Nie przejmuję się tym wcale.
Satysfakcja wielka jest
Bo swój “hand made” jest “the best”!
japoneczka01 - Śro 14 Sty, 2015 19:19
Napisał(-a) Ewa Ćwikła *Stynka*
Dzień chłopa
Tak Bóg świat stworzył, że niestety,
są i faceci, i kobiety.
W dodatku (czemu, dobry Boże?!)
jeden bez drugiej żyć nie może.
Para za parą – jak popadło,
w myśl boskich planów - tworzą stadło.
On zapatrzony, rozmarzony,
rad by poszukał takiej żony:
krągła w bioderkach – ale w miarę
wąziutka w talii, niczym osa,
biust, co przyciąga mile oko,
blondynka o długaśnych włosach.
Usta - bez silikonu - boskie,
stworzone do... frymuśnych rzeczy.
(byleby tylko nie gadała,
bo zaraz cały świat zaskrzeczy!!!).
Oczy - jak jezior toń głębokie,
(byleby tylko nie patrzyły,
gdzie znika facet, gdy wychodzi
i byle za nim nie goniły).
Talenta musi mieć rozliczne:
sprzątać, gotować, piwo nosić,
włączać na mecze telewizor
i nigdy o nic nie poprosić.
Czcić w domu swego Apollina,
pana i władcę wśród pieleszy.
Biada, gdy zupa jest za słona,
lub gdy z kapciami się nie spieszy.
Ubierać wcale się nie musi
(ot, zaoszczędzi się na kasie,
a przy tym - nie trza już rozbierać,
w zasięgu ręki wszystko ma się).
No, może który z Was mi powie,
że to marzenie go nie kusi?
Cicha, potulna no i śliczna...
Marzenie syna i... mamusi.
(no bo jakżeby jaka krowa
mogła go zabrać jak nie... synowa?!)
Lecz dobry Bóg w swej rozrzutności
i nieskończonej swej dobroci
machnął się i do babskiej czaszki
mózg wetknął, no i tym napsocił.
I zaraz ona białogłowa,
Przez Boga tak obdarowana,
świat obejrzała no i w trwodze
padła przed Panem na kolana:
Po jakie licho, Stwórco rzeczy,
zdjąłeś nam wszystkim bielmo z oczu?
Tak było fajnie, kiedy człowiek
żył tylko dobrem, zła nie poczuł.
Mężczyzna był nam panem, wzorem,
był żywicielem i ochroną,
Dawcą nasienia - ojcem dzieci,
Najcudowniejszą życia stroną.
A teraz co się z nami stało?
Jak nam w tym wszystkim żyć przypadło?
Po jakie licho, Panie Boże
zrobiłeś różnopłciowe stadło?
Popatrz na tego kanapowca,
co niegdyś lwem był na salonach:
łeb wyleniały od amorów,
kochanka, albo cudza żona...
Nie przejdzie obok niej spokojnie,
bo byle obca - już go kusi.
W dodatku - wsparcie ma niechybne
w osobie zacnej swej mamusi
(a swoją droga - jak się dzieje,
że mając syna, tak głupieje?).
Przed sobą dźwiga mięsień piwny,
rozbudowany bardzo śmiało.
Nie kuchnia żony go rozdęła.
To piwsko go ukształtowało.
Władca pilota i fotela,
mistrz zwiewek z domu i uników.
A niech no przyjdzie nam niedziela:
wędki zabiera i po krzyku!
A miał być taki super-hiper!
Szeroki w barach, wąski w pupie,
Silny, odważny i seksowny...
A tu go w krzyżu co dzień łupie.
Miał w drzwiach przepuszczać, dawać kwiaty,
wiersz spłodzić miał dla swej kobiety,
Podsuwać krzesło i uwodzić.
(uwodzi - lecz nie nas, niestety!).
Posłuchał Stwórca tych narzekań,
zdumiał go ciężki los kobiety
i rzekł ze wstydem: „To prototyp!
Od wad nie wolny jest, niestety.
Dlatego dostał on niewiastę.
To wersja udoskonalona.
Bez niej szans nie ma przetrwać ludzkość.
I po to jest mężowi żona.
Ona pomyśli i uładzi,
pchnie rzeczy na właściwe tory.
Wykaże takt i dyplomację
(czasami trochę też pokory).
Urodzi dzieci, dom omiecie
i jakoś będzie na tym świecie“.
Stwórca podrapał się po brodzie:
faktycznie, wyszła trochę kicha.
Diabeł w tym pewnie maczał palce
i dolał czegoś do kielicha.
Na boskie jedno słowo: Stań się!
Świat powstał z prochu i nicości.
Teraz zaś Stwórca postanowił
coś stworzyć w darze dla ludzkości.
I z dłoni sypnął pełną garścią
na ludzi co jak mrówki pędzą
słowo skrzydlate, co przez lata
do siebie teraz ludzie ględzą.
Stwórca uśmiechnął się łagodnie
i klapnął sobie na obłoku
żeby podziwiać, jak się ludzie
męczą ze sobą rok po roku.
Najdłuższy serial w dziejach świata:
tak będzie, jako zawsze było
że w jeden wątek dwie płcie splata
magiczne słowo. Słowo Miłość.
I choćby nie wiem co kto gadał,
że mąż niedobry, podła żona -
jest równowaga na tym świecie
i mądrze cała rzecz zrobiona.
A jeśli ma ktoś inne zdanie
i nie uznaje moich racji
niech uda się do Pana Boga
w sprawie złożenia apelacji.
A wojna płci w literaturze
była, jest, będzie i być musi
no bo czym by artyści żyli?
(chyba, że ślepi albo głusi).
Ewa Ćwikła *Stynka*
japoneczka01 - Śro 14 Sty, 2015 19:27
Ted - Riposta na Dzień chłopa
A ja dorzucę dziegciu krztynę
Bo potok słów jest nawet z sensem
Lecz jak bym słyszał swą dziewczynę
co w złości rzuci wałkiem lub mięsem
Zbyt duży rozmach, czcze gadanie
przywary ma niejeden dziś chłop
Nieskazitelne są tylko nasze panie.
z ich niezadowolenia powstał Sexshop
Można by gadać, wyrzucać żale
można by wszystkie pokazać rany
Można też ścierpieć,nie mówić wcale
można też mieć nas za barany
Jedno jest pewne między nami,
za dużo dymu za dużo złości
nie da się przeżyć jak zakochani
Mimo największej pierwszej miłości.
Mimo, że nawet rację swą mamy
Na upór nie ma żadnej dziś rady
tylko się w nocy znów dogadamy
Zbyt krótkie życie jest na tyrady
I chociaż mam dziś inne zdanie
I żonie nie przyznaję racji
do kogo mam mieć jakieś żale
Nie mam gdzie złożyć REKLAMACJI
japoneczka01 - Śro 14 Sty, 2015 19:29
Ewa Ćwikła - Riposta dla teda
est męska racja w Twej tyradzie,
zwłaszcza zaś w strofie o sexshopie:
gumowa lala to ideał,
co nie odezwie sie przy chłopie.
Milcząca, chętna i ponętna,
nie miewa nigdy bólu głowy,
nie kłóci się i nie pamięta,
ciągle z nią miesiąc masz miodowy.
A kiedy już się w końcu znudzi,
kiedy z przesytu masz już kaca,
powietrze spuść,by się nie trudzić.
wszak pompkę masz do materaca.
A gdy zatęsknisz na swą lalą
lub gdy na seks ci przyjdzie klimat,
to ją wyciągniesz gdzieś z pawlacza
i w dziesięć sekund ją ...nadymasz.
I reklamacje możesz złożyć
do producenta lub sprzedawcy.
wyjdziesz najwyżej na ..natręta,
nikt się w tym grzechu nie dopatrzy.
Kwiatów nie trzeba jej kupować,
ni słodkich madrygałów prawić.
Ona ci pensji nie zabiera,
jest tylko po to, by Cię bawić.
Lecz gdy narzekasz na swą żonę,
istotę żywą, z krwi i kości
pomyśl, czy ta powolna lala
będzie podporą Twej starości.
Kto Ci naparzy na noc ziółek?
kto kleik z kaszki ugotuje ?
Więc popatrz w oczy swej bogdanki,
i nie truj, że Ci ona truje!
japoneczka01 - Śro 14 Sty, 2015 19:30
Riposta Teda do w/w
Odpowiem na to mój Ty aniele
Że prócz laluni takiej tej z gumy
dla pań jest wynalazków też wiele
kawałek chłopa, to powód do dumy
Gdy nie stać panią na swój rozporek
wybredna jakaś, wszystko wiedząca
Kupuje sobie coś jak motorek
Może używać, bawić się bez końca,
Na co jej w domu, jakaś chudzina
Oczy biegają za gladiatorem
Pewnie nieznośna jest jego rodzina
Lepiej pobawić się wibratorem
Chłop to prototyp, niedoskonały
piwo żłop,nicpoń i pies niewierny
Gnije w fotelu prawie dzień cały
A wynik pracy jest jego mizerny.
Tak się nam panie rozochociły
Być feministką jest nawet modnie
Tak się napięły, aż zwyciężyły
zabrawszy chłopu, ostatnio spodnie.
Idziesz ulicą na wsi czy w mieście
Patrzysz w około wyżej od stopy
Zamiast podziwiać cuda niewieście
Co dzień zobaczysz same babochłopy.
japoneczka01 - Śro 14 Sty, 2015 20:08
Barbusia - Satyra na leniwych chłopów
Średniowiecze - czas odległy.
Powstał wtedy utwór pewny.
Anonimem autor jego.
Zastanawiam się dlaczego?
Wiersz uważniej przeczytałam
i olśnienia wnet doznałam.
Chłop to przecież jest mężczyzna.
Coś ma z lenia... Czy się przyzna?
Cóż... Zaprzeczył - rzecz wiadoma
i spróbował mnie przekonać,
że się stara tak, jak może
i jak wół prawdziwy orze.
Pytam siebie - Czyż się mylę?
Pomyślałam dłuższą chwilę.
Wzięłam kajet, pióro wzięłam
i zabrałam się do dzieła.
Mamy piątek. Z pracy wracam.
W kuchni żwawo się obracam,
bo niedługo On zawita
i o obiad będzie pytał.
Później spocznie. Ma zajęcia...
Ja, wśród brudnych garów piękna,
zmywam, ścieram... Jest porządek!
Nastał wieczór. Minął piątek.
Późny ranek. Jest sobota.
Ogarnęła mnie ochota,
by wypocząć dziś skutecznie.
Cóż... Marzenie nazbyt piękne.
- Jestem głodny! - słyszę słowa
- Jajecznica nie gotowa?
Co?! Polenić byś się chciała?!
Po śniadaniu moja Mała!
Jedenasta. W domu sprzątam
i po kuchni też się krzątam.
Pichcę cosik... Tak, koniecznie.
Czeka moje głodne Szczęście.
Znów naczynia zmywam szybko.
- Pyszny obiad moja Rybko -
płyną w przestrzeń grzeczne słowa,
a ja muszę gar szorować.
Zmierzch... Zmęczenie mnie dopada,
a tu chłop z uśmiechem gada,
że na spacer by się wybrał
(romantyczny wszak mężczyzna).
Zachód słońca, złote lśnienia
i mój nastrój też się zmienia.
Na pieszczoty mam ochotę,
o kochaniu coś tam plotę...
Powracamy. Kolacyjka.
- Już podaję! Jeszcze chwilka!
Tapczan migiem zaścieliłam,
podśpiewując się umyłam.
Lecz niestety, chłop zmęczony,
do figli nie nastrojony.
Mocno wtula się w poduszkę...
Słyszę, chrapie - Czy ja usnę?
Jest niedziela. Słonko wstaje,
przyrodzenie samo staje,
więc, nie męczy używanie,
miłe zmysłom folgowanie.
No, a później cóż... Niestety...
- Zrób śniadanie! Zrób kotlety!
Na kolację przyrządź coś,
bo żarłoczny ze mnie gość!
Usłyszałam jeszcze słowa,
by kanapki przyszykować.
Te do pracy... Tu tupnęłam
- Sam zabieraj się do dzieła!
Poniedziałek. Chłop jest głodny,
bo tyłeczek zbyt wygodny,
by się ruszyć - choć to chwilka
i kanapek zrobić kilka.
Czas wciąż płynie... Świat się zmienia.
Zostają przyzwyczajenia.
Choćby chłop pochodził z miasta,
został leniem, no i basta!
japoneczka01 - Śro 14 Sty, 2015 20:10
Iwo
Życie ciężkie facet tyra
o byt walczy i o płace
podziwiajmy bohatyra
ledwie serce mu kołace
gdy jowialna jest satyra.
Bardzo kocha swą Bogdankę
dowcipu chyba nie zbraknie
bezlitosną ma kochankę
jak przyciśnie on nie kwaknie
karany bywa też chłostą.
Sto dwadzieścia kilo wagi
czyni z niej kobitę ostrą
trzeba nie lada odwagi
bo ma ciężką prawą prostą
jak przysoli on nie wstaje.
Gdy docucą już biedaka
wstydzi się bo jest mazgajem
wyszedł byłbym na dziwaka
gdybym sedna nie objawił
w zgodzie z obyczajem.
Zaskakuje proza życia
bywa że obrywasz nahajem
bez zrozumienia i obycia
słaba płeć nie tak krucha
niech no który nie posłucha.
japoneczka01 - Wto 20 Sty, 2015 08:34
autor Andrzej
Stracone lato
sami w lesie, patrzę w oczy
- jak tu pięknie, spójrz kochanie
rozłożymy sobie kocyk
spróbujemy na polanie?
- zostaw te pomysły chore
nie umizguj się, nie czaruj
myślisz, że ja się rozbiorę
wśród tych kleszczy i komarów?
szkoda - ale na działeczce
dyskretnie, za żywopłotem
może tam kochanie zechcesz?
przecież widzę - masz ochotę
- znowu jesteś niepoważny
nie namawiaj, proszę, dłużej
słońce takie niewyraźne
czy nie widzisz, jak się chmurzy?
może dzisiaj? - słonko błyszczy
pięknie kwitną te begonie
zasłaniają nas od wścibskich
dobrze będzie na balkonie?
- nic nie wskórasz, łyknij wody
nie zawracaj głowy więcej
przecież tu nas, prawie gołych
będzie widać z wyższych pięter
i jak tu przekonać żonę
jakim argumentem zmienić
za dni kilka lata koniec
a my wciąż nieopaleni
-----
japoneczka01 - Wto 20 Sty, 2015 08:58
temere hominis
Romeo i Julia (streszczenie na wesoło )
Jakże w kilku zdaniach streścić tę historię
W głowie myśl się rodzi , twórz fantasmagorię
Czy pomysł szalony może bardzo głupi
Już wytężam umysł choć trudno się skupić
Dla mnie ta historia jest nudnym banałem
Niczym stek romansów których nie czytałem
Brak tam wartkiej akcji zewsząd wieje nudą
Ta tragiczna miłość także jest ułudą
Romeo Monteki nudziarz tak to czuję
Pod balkonem jęczy naszej Julce truje
Zawodzi , marudzi odstawia tam bajer
A Julka nie czuje że to zwykły frajer ?
Daje się naciągać na ochy i achy
Jak te baje czytam mam ubaw po pachy
Chociaż powiem szczerze ta Julka też cwana
Pod balkonem robi z Romea barana
Kiedy ten schowany w krzakach incognito
Szepcze wciąż te bzdury * kocham Cię kobito*
Ona cwana bestia wiedząc kto jest w krzakach
Jestem z Kapuletich... mówi do chłopaka
Ja kocham Romea który jest z Montekich
Farmazonów słodkich plecie całe steki.
Ten pajac Romeo gdy tylko to słyszy
Z miłości ocipiał z podniecenia dyszy
Raz patrzy na balkon to znowu na Julkę
Gdyby była bliżej zgwałciłby bidulkę
Zresztą o czym mowa , trzeba honor zwrócić
Julka baba jurna też nabrała chuci
A co było dalej wszyscy przecież wiecie
Intrygi rodzinne najzwyczajniej w świecie
Sprowadziły dramat na miłość szaloną
Pozostała Julka w tajemnicy żoną
Romea z Montekich lecz finał tragiczny
Ją niby otruto a Romeo śliczny
Targnął się na życie , arszeniku zażył
Że Julka wciąż żyje tego nie zajarzył.
Gdy się nasza Julka ze snu wybudziła
Patrzy Romek leży , sztylet sobie wbiła
Solidarność z Romkiem chce manifestować
By razem z kochankiem wspólnie się pochować
To by była w skrócie cała ta historia
A czy to jest prawda czy fantasmagoria
Ocenicie sami drodzy czytelnicy
Badźcie mi przychylni na to Marek liczy ))
japoneczka01 - Śro 21 Sty, 2015 07:19
Odlot bocianów
autor: staryhotel
Bociany wnet odlecą, popatrz moja miła.
Jeszcze na brzegu gniazda stoją przed odlotem.
Ciągnie je gdzieś odwieczna, nieprzeparta siła.
Już nas nie będą witać wesołym klekotem.
Dzisiaj ostatni przelot na łąki znajome,
ostatnie kręgi w słońcu co już słabiej świeci.
I spojrzenie na gniazdo, co było im domem,
i ten głęboki oddech by wreszcie odlecieć.
Co nam teraz zostanie, gawron, kawka, wrona.
Niedługo gil przyleci albo jemiołuszka.
One dzieci nie noszą, sprawa przesądzona.
Weźmy się do roboty i chodźmy do łóżka.
Przygotowanie zawodowe
Stary bocian młodemu zaraz po śniadaniu
wykładał zbiory zasad ważnych przy lataniu.
Starty i lądowania, opady i wznosy.
Co klekotać gdy maluch drze się wniebogłosy.
Czy latać w dzień pochmurny, czy gdy słońce świeci.
W którym miejscu na dziobie zawieszać ma becik.
Kiedy wrzucać przez komin, czy kłaść na balkonie.
Czy najpierw mówić jemu czy też jego żonie,
czy też niby przypadkiem pozbyć się malucha.
A młody kiwa głową. Udaje, że słucha.
Stuknąwszy o dach dziobem mówi do starego.
Tato, ta cała wiedza i tak do niczego.
Po co mam nad dachami ćwiczyć te przeloty.
Zrefundują in vitro - będę bez roboty.
autor
staryhotel
Zejdę na dziady
Chociaż mam głowę nie od parady, zejdę na dziady. Tak dla zasady.
Zejdę na dziady choćby dlatego, że dziad nie musi robić niczego
Dziad się nie musi starać o nic. Życie dla dziada to wielki pic.
Życie dla dziada to piękne życie, byle jedzenie było i picie
Byle ubranie na dziadzi wzrost. Byle do spania był jakiś most,
i niedaleko, o parę kroków. I jeszcze spokój. Ten święty spokój
Rano nad głową słonko i ptaszek, więc bym się podniósł, włożył kamasze,
potem zapalił jakiegoś peta, w kieszeni znalazł dwa i pół zeta
I sobie poszedł tu naprzeciwko do spożywczego na ranne piwko.
Potem powoli, noga za nogą poczłapał zwykle tą samą drogą
(aby nie spocić się do obiadu) do parku, spotkać podobnych dziadów.
Usiedlibyśmy pośród magnolii, co nieco zjedli, co nieco golli,
porozmawiali o polityce, opowiedzieli najnowsze wice,
z których by wszyscy głośno się śmiali. A potem byśmy odpoczywali,
chwaląc ten luksus, chwaląc ten raj i ten nasz cały dziadowski kraj.
Dziadowski senat, sejm oraz rząd, dziadowską władzę, dziadowski sąd.
Dziadowskie składy, łady układy, szpitale, banki, huty, zakłady.
Dziadowskie szkoły, żłobki, przedszkola od Gdańska Wrzeszcza aż do Opola.
Więc choć mam głowę nie od parady, tak dla zasady zejdę na dziady.
autor
staryhotel
japoneczka01 - Śro 21 Sty, 2015 07:26
Melomani
Wzięliśmy sobie pół litra i colę
Poszli z sąsiadem posłuchać słowika
Siedliśmy cicho przy jego stodole
Czekamy, zaraz zacznie się muzyka
Nad nami księżyc, dołem pachnie zielę
A my tu trwamy w leniwym bezruchu
Czekając grzecznie na słowicze trele
Na wielki koncert. No to po maluchu.
W odległym stawie już rechoczą żaby
Nasz kumpel Staszek znów klęczy przed łóżkiem
I klepie pacierz pod dyktando baby,
A u nas spokój. To na drugą nóżkę.
Krowa zaryczy, albo pies zaszczeka
Tak jakoś z cicha jakby w sen zapadał
Już przy obejściach nie widać człowieka
No twoje zdrowie… co ci będę gadał.
Siedzimy dalej z nabożnym skupieniem
W oddali słychać tylko głos kukułki
E! Słowik!! Śpiewaj, bo rzucę kamieniem.
Zagryź se Jasiu tym kawałkiem bułki
I gdyśmy wpadli w taką rozkosz rzewną
Coś zapiszczało za starym modrzewiem
On.. ”Słowik śpiewa”. Ja. .Ale na pewno,
tak słowik śpiewa”. On…”Cholera, nie wiem.”
autor
staryhotel
japoneczka01 - Śro 21 Sty, 2015 07:30
Siła poezji
Kiedyś, bo bardzo dawno temu,
kiedy poeta pióro chwytał
to myślał nie wiadomo czemu,
że kiedyś ktoś go będzie czytał.
Że spowoduje łzy wzruszenia,
lub cierpień stanie się osłodą.
Albo szał wzbudzi uniesienia
jakąś elegią czy też odą.
Że młode pensjonarki śliczne
czytając go w swych pokoikach
przełykać będą łzy liryczne
słuchając jak im serce pika.
Albo gdy powie „my”, „Ojczyzna”
i lekko słowo krwią nasyci
To każdy chłopiec czy mężczyzna
zerwie się i za broń pochwyci.
I wiedział każdy w tym zawodzie
dorosły wieszcz, czy też młodzieniec,
na wschodzie czy też na zachodzie.
„Czytelnik wije sławy wieniec”
Choć się już wtedy pogląd szerzył,
że sława może przyjść inaczej.
Że najważniejsi są klakierzy.
Dzisiaj nazwijmy ich „klikacze”.
Dziś stając w poetyckie szranki
na czytelnika nikt nie patrzy.
Zbiera kolegów, koleżanki
by jak najwięcej mieć klikaczy.
Więc klika babcia, ciotka wujek
i w pracy pani personalna
i mąż co w domu głowę truje
i cała rada parafialna.
Członkowie chóru i baletu
i przedszkolacy i strażacy
i skład pewnego komitetu
i mamy koleżanki z pracy.
A ilość „lajków” ciągle rośnie
i jeszcze, jeszcze, jeszcze, jeszcze.
A w twórcy pieje coś radośnie,
że w tydzień został wielkim wieszczem.
I na portalu czy na „fejsie”
przy poetyckim swym kąciku
w tym literackim pierwszym rejsie
samych „polubień” ma bez liku.
A ja, bym sensu nie zagubił
chciałbym, gdy będę proszki łykał
aby czytelnik mnie polubił
bo mnie przeczytał, nie wyklikał.
autor
staryhotel
japoneczka01 - Śro 21 Sty, 2015 07:55
Lekarze
Co się smucisz młodemu mówił lekarz stary
Teraz możesz brać euro, złotówki, dolary.
Branie jest dla lekarzy finansów podporą.
W tym kraju tylko ryby podobno nie biorą.
autor
staryhotel
Ogrodnik
Zasadził dziadek konopi krzaczek.
Bardzo się przy tym trudził biedaczek.
Sadzonki kiedyś przywiózł wnuk Zdzichu.
- Zasadź to dziadku, tylko po cichu
i żeby nigdzie nie było znaku.
To opłacalne bardziej od maku.
Będziemy żyli sielsko, anielsko
kiedy się sprzeda to całe zielsko.
Dziadek zasadził, pielił, nawoził,
Ogrzewał, aby mróz nie zamroził,
a to-to rosło jak ciasto w dzieży,
bo miało wszystko co się należy.
Wkrótce nadeszła pora na żniwo.
Przyjechał wnuczek, postawił piwo
i wtedy dziadek zapytał Zdzicha.
Co z tego będzie? Dziadku – „Marycha”.
A dziadek, że miał pojęcie słabe
rzekł „Bogu dzięki. W końcu masz babę”
autor
staryhotel
Życzenia Noworoczne
(Motto: A ty Nowy Roku daj nam Święty Spokój)
A pamiętam choinkę w tej wiejskiej świetlicy.
Od choinki płynęła mocna woń żywicy.
Świeczki były prawdziwe i prawdziwy płomień
Dziwne, że taki obraz znów powraca do mnie,
przywołując w pamięci tamten błogi spokój.
Śpiewały wtedy dzieci „Pieśń o Nowym Roku”.
I pamiętam dokładnie tej melodii ton
Nowy Roku ty polom przynieś dobry plon.
Dużo węgla i rudy daj naszym fabrykom
i miastom nowe domy, nowe mosty rzekom.
Wszystkim szczęście i radość i wesołość daj.
Tak śpiewał Gdańsk i Radom, zresztą cały kraj.
A co dziś Nowy Roku dasz nam o tej porze.
Polom plon niepotrzebny, pól się już nie orze.
Węgla się już nie kopie bo się nie opłaca.
Tylko Ruda pracuje lecz to inna praca.
W miastach wznoszonych kiedyś rękami młodzieży
domy budują dzisiaj sprytni deweloperzy.
Przestronne, piękne, nowe że tylko je brać
Lecz choć stoją gotowe kogo na nie stać.
Jeszcze mosty. A po cóż mosty w takiej chwili
gdyśmy je między sobą wszystkie popalili.
Z plastikowego drzewka sznur żarówek miga.
Na szczycie sztuczna gwiazda kręci się jak fryga.
A w uszy ci się wciska jakiś obcy szmer.
Poznajesz „Merry Christmas i Happy New Year”
autor
staryhotel
japoneczka01 - Śro 21 Sty, 2015 07:56
Przypadek
Przypadkiem zostałem dziadkiem.
Ot, taki dziwny przypadek.
Niby zjawisko nierzadkie,
a nie wiem, co robi dziadek.
I myślę teraz i myślę,
(najczęściej jak mam czas),
kto mi tą rzecz uściśli,
bo przecież ja pierwszy raz.
Kto to jest wiem już dokładnie
sprawdzałem w księgach uczonych,
lecz nie napisał nikt w żadnej
do czego jest przeznaczony.
I w końcu sprawdziłem kochani
w przyjaznych mi kilku domach,
że dziadek to jest TANI
WIELOFUNKCYJNY AUTOMAT.
Co to wam wnuki poniańczy,
w nauce im dopomoże,
czasem zaśpiewa, zatańczy,
potem posprząta w oborze
Podwórko wam pozamiata
i liście zgrabi jesienią.
W płocie wam dziury połata.
Zajmie się waszą zielenią
Wiosną wam skopie ogródek,
w ramach ruchowej terapii
Pieskowi naprawi budę,
bo dziadek wszystko potrafi.
W zakupach wszystkich wyręczy.
Z działki przyniesie warzywa.
A kiedy się trochę zmęczy,
w kąciku poodpoczywa
Niech sobie pośpi chudzina.
To jego prawo. To święte.
Kocha go cała rodzina.
On przecież daje nam rentę.
autor
staryhotel
japoneczka01 - Śro 21 Sty, 2015 07:58
W sprawie pracy
Spotkała kiedyś praca bezrobotną Hanię
Podejdź no do mnie Haniu, mam takie pytanie.
Czy gdy mnie już dostaniesz w co wątpię niestety
Bo w tym kraju o pracę trudno dla kobiety
I czy gdy już się spełni twe wielkie marzenie
Będziesz gotowa złożyć takie przyrzeczenie
- będę grzeczna, usłużna, cicha i oddana,
- będę miała prezesa za swojego pana,
- zapomnę, że dzień pracy liczył osiem godzin
i kiedy tylko każą, to będę przychodzić,
- z pokorą przyjmę stawkę „najniższą krajową”
i będę zachwycona „umową śmieciową”,
- obiecuję zapomnieć, że był kodeks pracy,
modlić się i pracować jak moi rodacy,
bez względu na stan zdrowia i stan świadomości
od ukończenia szkoły do późnej starości.
- wychwalać będę głośno co dzień i od święta
ZUS i moją parafię, MOPS i PROWIDENTA..
Odpowiedz droga Haniu czy będziesz li taka.
Na to Hania nieśmiało „To wolę mieć raka”.
autor
staryhotel
japoneczka01 - Czw 19 Lut, 2015 08:56
Jestem...darmozjad!
autor "norka'
Dziś promocja jest w markecie, na pewno się skuszę
wprawdzie jestem wciąż na "diecie" to być tutaj muszę,
bo nie można z pełnym brzuchem ruszyć na stoiska
przecież tu się trzeba najeść gdy tłum się tak ściska.
To jedyna jest okazja najeść się do syta
kto uważa, że tak nie jest niech się mnie zapyta,
ja na takich tu promocjach wszystkie zęby zjadłem
i dlatego w tych marketach w taki nałóg wpadłem.
Po cichutku, po kryjomu, czekolady zjadam
ze swej roli darmozjada wcale nie wypadam,
jeszcze w occie jeden śledzik, do popitki wódka
Oj, zapewne ta impreza dla mnie będzie krótka.
Coś mi jeździ po jelitach i też w brzuchu burczy
chyba z braku witaminek żołądek się kurczy,
pewnie źle stoiska dziś wybrać musiałem
ja od chleba i kiełbasy wcześniej zacząć miałem.
Teraz pewnie to jedzonko "górą" mi wyleci
muszę szybko gdzieś poszukać jakiś kosz na śmieci,
i załatwić szybko sprawę bym mógł jeszcze zdążyć
właścicieli tego sklepu w rozpaczy pogrążyć.
Bo ja muszę dziś się najeść i mieć to na względzie,
że też nie wiem kiedy znowu tu promocja będzie !
japoneczka01 - Czw 19 Lut, 2015 11:58
Jestem...bamber!
autor "norka"
Wpadł mi raz do głowy pomysł właśnie taki
kupię sobie pole będę siał buraki,
jak też pomyślałem to i tak zrobiłem
i już wczesną wiosną pole obrobiłem.
A, że z tego była całkiem niezła kasa,
więc kupiłem sobie auto pierwsza klasa.
Wprawdzie jestem bamber spod samiutkiej Łodzi
i choć jeszcze słoma z butów mi wychodzi,
to pokażę wszystkim co śmiali się ze mnie,
że mieć takie auto jest bardzo przyjemnie.
Będą mi zazdrościć na wsi wszystkie chłopy,
nie potrafią myśleć, znaczy są jełopy!
Pojechałem w Polskę potem do Chorwacji
odwiedziłem Włochy na koniec wakacji,
wróciłem do kraju, sprawdziłem wydatki
lecz na mnie czekały zaległe podatki.
Sprawdzam w banku konto ono całkiem gołe,
razem z żoną mamy miny niewesołe.
Komornik mi zabrał auto moje duże,
na co mi potrzebne były te podróże,
teraz w domu siedzę, żona ma majaki
bo codziennie z biedy wcinamy buraki!
japoneczka01 - Czw 19 Lut, 2015 12:07
Jestem...lowelas!
autor "norka"
Chodząc brzegiem morza na pannice baczę
może przy okazji niejedną wyhaczę,
podchodząc do plaży przy dziewczynie staję
chciałem się z nią poznać, rękę jej podaję.
Ona do mnie wali jak z wielkiej armaty
spadaj stąd staruszku, ja nie szukam taty,
i cóż mogłem zrobić zwinąłem więc żagle
jak się pojawiłem tak zniknąłem nagle.
Chyba lata swojej świetności przespałem
jak mnie któraś chciała to ja jej nie chciałem,
teraz już na karku krzyżyk przybył czwarty
więc się przestraszyłem i to nie na żarty.
Że na stare lata jestem kawalerem
będą mnie nazywać osłem i frajerem,
muszę jeszcze podjąć ostateczną próbę
jak mi się nie uda to na moją zgubę.
Teraz się już tylko zajmę czterdziestkami
co mają wałeczki pod swymi piersiami,
może taka spojrzy na mnie swoim okiem
jak nie będzie miała kłopotów ze wzrokiem!
japoneczka01 - Czw 19 Lut, 2015 12:09
Piątek trzynastego
autor: Gladiator
dzisiaj piątek trzynastego
więc uważaj mój kolego
i ty koleżanko miła
żebyś czegoś nie sknociła
kot przez drogę, zakonnica
ktoś nad ciastem się zachwyca
inny nad swym dzieckiem chodzi
czy przesądni są też młodzi?
ale w piątek trzynastego
jak wydarzy się coś złego
mamy powód rozgrzeszenie
o teściowa! kocham cię szalenie
|
|
|