To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
RękoDzielni - Forum u Maranty

miejsce spotkań miłośników robótek ręcznych wszelkich
i nie tylko...

Humor - Wiersze satyryczne - ku rozweseleniu

japoneczka01 - Sob 20 Gru, 2014 18:58

Joanna Świderska

Wiek kobiety

Przeczytałam dziś w gazecie
co nie przystoi kobiecie
- która w Vision sporą zniżkę ma …
Przecież każda o tym wie
i tak zrobi to co chce
- pisać o tym w prasie to faux pas!

Otóż „ plecy” warto mieć
- nie ma co tutaj ukrywać
lecz nie warto pleców tych,
bez umiaru pokazywać

No i brzuszek warto mieć
- żeby móc zaciskać pasa,
a nie po to by z kolczykiem
jak Lolitka jakaś hasać

A i nóżki warto mieć
- najlepiej takie po szyję …
Dla kolanek lepiej będzie
gdy się troszkę je okryje

No i biuścik warto mieć
- i z umiarem go dawkować,
pole wyobraźni dać,
żeby mogła popracować

I gazety warto mieć
- oczytaną być kobietą…
A jak i to nie pomoże,
to … się przykryć tą gazetą?!

japoneczka01 - Sob 20 Gru, 2014 19:02

Joanna Świderska
Metka

W szufladzie prawie każdej kobiety
- pończochy drzemią i gorsety,
co nie rajcują dawno jej męża,
- nieużywane… lubią się zwężać…
Kiedy ktoś w końcu chciał od kobiety,
by wyciągnęła owe gorsety,
gdy wreszcie znalazł się na nią „pies”
- ona nie mogła powiedzieć : „yes”,
bo …oręż był w rozmiarze „S”!
...Uparta baba, osiągnąć chcąc cel
kupiła nowe koronki "XL"…
Wszystko jak ulał już pasowało
i opływało jej krągłe ciało…
Lecz ten co czynnie wielbić je chciał,
chociaż jej „wielkość” na oko znał
- znalazł zalotów swych inny cel,
wytropił bowiem złowrogie: „ XL”!
- Z inną ogląda sufitu biel…
…Kobieto, nim zrzucisz z siebie wszystko,
zanim zapragniesz być odaliską
- jeszcze nim rzucą cię na kozetkę
koniecznie wytnij z majteczek metkę…
Bo dziś, świat cały bezwzględny jest
- wszyscy chcą kochać maleńkie„S”,
Men każdy – w życiu taki ma cel
…choć w portkach kryje nie zawsze XL…
- W Lolitki rolę – cięciem się wciel!

japoneczka01 - Sob 20 Gru, 2014 23:36

Oda do części męskiego ciała

O istoto męskości! Może nie największa,
może często schowana, ale najpiękniejsza!
Chociaż u niektórych skarb ten jest mizerny
każdy jeden mężczyzna zawsze jest mu wierny.
Bądź więc jak tarcza potężna:
twarda i mosiężna.
Bądź jak hełm spiżowy:
mocny i gotowy.
I niczym żołnierz
dzielnie stój na warcie
i do wyznaczonego celu
przepychaj uparcie.
I choć raczej się nie mierzy jego obwodu
kobiety z jego powodu robią wiele zachodu
I faceci ćwiczą mężnie i wytrwale
by usłyszeć od ukochanej: "świetnie, doskonale"
Dla niektórych ważne jest duże owłosienie
Inni, często dla kobiety, robią tam golenie
(Chociaż dla mnie to, mój Boże!
golenie się w tym miejscu jest ujmą na honorze)
Więc, drogie panie, nie każcie nam żałować
i każdego ranka TORSU depilować
autor
telis

japoneczka01 - Nie 21 Gru, 2014 00:09

Promocja

Wypieki na twarzy
serce drży z emocji
dziś w supermarkecie
lawina promocji

Wózek wypełniony
dosłownie przez chwilę
kolejka przed kasą
ma chyba dwie mile

Już górę towarów
kasjerka podlicza
Zabrakło gotówki?
Jest karta płatnicza

Jesteśmy już w domu
szczęśliwi, weseli
rzut oka do skrzynki
list do nas się bieli

Na karteczce z banku
krzyczą liczby czarne
masz na koncie debet
i odsetki karne
autor
zaklinacz

Asia_117 - Nie 21 Gru, 2014 21:57

japoneczka01, podczytuję te satyry i wprost nadziwić się nie mogę jak trafnie podsumowują naszą rzeczywistość...

Po raz pierwszy z wierszami satyrycznymi zetknęłam się poprzez moją koleżankę ze szkolnej ławy - Lidię. Zostaliśmy (jakoś we wczesnych klasach szkoły podstawowej) poproszeni o wyrecytowanie ulubionego wierszyka...

Na to moja koleżanka Lidia zaczęła:

"Raz, gdy wypiłem parę wódek
zjawił się u mnie krasnoludek..."

Nasza nauczycielka mało co z krzesła nie spadła
a małoletnia Lidia recytowała jak z nut...

Zapadło mi to w pamięć do dzisiaj, a jeśli ktoś jest ciekawy
jakie to słowa mogły tak wprawić w osłupienie ciało pedagogiczne
zapraszam do lektury satyry Mariana Załuckiego:

Gdy raz wypiłem parę wódek,
Zjawił się u mnie
Krasnoludek.

Spojrzał na flaszkę na mym stole,
Na pięciogwiezdną aureolę
(Co to pięć gwiazdek - wam izwiestno)
I gorzko westchnął:

"O smutku, coś mą duszę zaległ!...
Piją furmani i poeci -
A gdzież się urżnąć ma krasnalek?...
W bajce dla dzieci?..."

Siadł więc na stole pełen smutku
I pił - pokorny, skromny, cichy -
Twierdząc, że jest coś w krasnoludku,
Iż czasem musi!...
Bez zagrychy.

Niekiedy mruknął:
"Dobra... Chłodna..."
I mrucząc wypił flaszkę do dna.

Potem - choć wzrostu miał trzy cale -
Rozrabiać zaczął niebywale.
Napisał sosem na serwecie:
"Krasnoludki są na świecie!"
Zademonstrował rock and roll,
Rozbił lustro krzycząc "Gol!"
Spalił dywan papierosem,
Wannę zatkał kabanosem,
Ściągnął obrus,
Szklanki stłukł,
Mnie samego zwalił z nóg,
I podniósłwszy dziki krzyk,
Zbudził żonę, po czym znikł...

A żona, widząc takie skutki,
Dalej nie wierzy w krasnoludki!...

japoneczka01 - Pon 22 Gru, 2014 07:23

Świetny wiersz satyryczny i bardzo lubię M. Załuckiego. Niektóre z wierszy są bardziej dosadne i mam obiekcje czy je cytować, bo obawiam się, że forumowa cenzura je zwyczajnie usunie, a ja dostanę ostrzeżenie, ale jak je czytam czy się nadają do tutejszego forum, to sama się nieźle bawię. Wink
japoneczka01 - Pon 22 Gru, 2014 07:37

Marian Załucki
Polak musi

Jak sięgnąć pamięcią
w nasze dzieje stare,
raz ofiara na biednych –
raz biedni na ofiarę.
Słowem taka nasza już historiozofia,
że ciągle nas życie
przymusza do ofiar
i znikąd dyspensy
ni litości trochę...
Ot, weźmy alkohol.
Po prostu czyściochę:
Anglika to dławi, Francuza to dusi,
a Polak - musi.
Nawet gdy i jego
mierzi to i skręca,
to się dla swoich Rodaków poświęca,
bo tak nań popatrzą
inni Polonusi,
że Polak – musi.
Powiedzmy - z dziewczyną...
Pokoik maleńki.
W pokoju dziewczyna
rozsnuwa swe wdzięki...
Anglicy na te rzeczy -
nieczuli i głusi,
a Polak - musi!
A Polak musi,
bo - bądźmy ściśli -
co sobie Polka o nim pomyśli?
Więc choć go nie bierze
uroda ni wiek,
przeciwnie - diabli go biorą,
honoru Polaka
Polak będzie strzegł.
I musi.
Jak pod Cecorą!
Potem narzuca mu się obowiązki,
czyli się znowu przymusza niemile,
żeby w małżeńskie
Polak wstąpił związki.
I Polak - musi.
I wstąpi.
Choć - na chwilę!
Na krótko... Bo jakżeż:
spokojnie tu usiedź,
gdy musisz musieć
i musieć,
i musieć!...

Stąd zawsze, gdy przymus
zaczynał ogromnieć,
to Polak - nie musiał...
Ha, musiał zapomnieć...

japoneczka01 - Pon 22 Gru, 2014 07:41

Marian Załucki
Antymaxi

W sposób podstępny i zdradziecki
nowy ku nam z Zachodu
nadciągnął kataklizm.
Oto groźny przełom
w kwestii damskiej kiecki:
musimy "mini" przerobić na "maxi".
Odwieczną polską troską
znów czoła się chmurzą,
jak by tutaj mało
przerobić na dużo?
Albowiem w myśl najnowszych mód
sięgać ma tył,
jak również przód,
do samej ziemi, skąd nasz ród!
Muszę stwierdzić rad nierad
że to moda paskudna.
Suknia - jak referat:
i długa, i nudna.
I nieestetyczne te wszystkie dłużyzny,
i jakieś takie ciężkie...
Zwłaszcza dla mężczyzny!
Już dziś co wrażliwsze
trapią się jednostki:
jak się kochać po uszy
w zasłoniętej po kostki?
Kobieta znów zagadką...
Na to się zanosi,
że nawet nie będzie widać,
jak się stopa podnosi.
Dlaczegoż mamy sprawiać
naszym córkom i żonom
suknie w swej długości
zbyt pełne przesady,
jakie nosił Kopernik?
Kanonik! Astronom!
On mógł sobie pozwolić:
On miał dwie posady.
A nas do ruiny doprowadzi pomału
ten maxizm - bez kapitału.
A już się mini przyjęło
w patriotycznej opinii:
już Poniatowski na pomniku
konno jeździł w mini.
Już nawet w partiach
rzecz się podobała -
zwłaszcza w tych dolnych partiach
ciała.
Ubierałeś dziewczynę
w króciutkie nylony -
i niedrogo,
i jeszcze starczyło dla żony!
Uniesiony gniewem
do kobiet więc krzyczę:
Czemuż odbieracie nam
wszystkie zdobycze?!
A gniew mój słuszny -
każdy mi to przyzna.
Więc mnie nawet, dziewczyno,
w maxi nie napastuj!
Ja od dzisiaj strajkuję.
Tak, jako mężczyzna!
I zobaczycie - ten zastój.
I nie dla osobistej
jakiejś satysfakcji,
ale z wyższych pobudek
jestem przeciw maxi:
zbyt wiele wielkich zadań
stoi dziś przed narodem,
by tracić czas na domysły,
co tam jest
pod spodem.

japoneczka01 - Pon 22 Gru, 2014 07:45

Marian Załucki
Ofiara fachowości

Poznałem skromną referentkę...
Sam jestem także referentem -
Więc poprosiłem ją o rękę,
Tę... poplamioną atramentem...
Zgodziła się - i odtąd prędko
Marzenie się zmieniało w czyn:
Ślub referenta z referentką,
Potem córeczka,
Potem córeczka,
Potem córeczka,
Potem syn...
Jak komuś leci - to już leci!
Żonka cieszyła się szalenie...
"Ty - mówi - będziesz niańczył dzieci,
Bo teraz równouprawnienie!"
I co mam robić - skoro żona
Na trzy zebrania dziennie mknie?
Trudno - już równouprawniona!
Tylko ja jeszcze,
Tylko ja jeszcze,
Tylko ja jeszcze,
Ciągle nie.
Bo gdzie tu - pytam - demokracja?
Ona naradę ma prezesek -
Pieluszki za to muszę prać ja!
Mnie się na ręku drze osesek!
Ja muszę leczyć mu pokrzywkę,
Ja muszę robić lewatywkę!
A przyjdzie takie "święto matki",
To wiecie komu -
To wiecie komu -
To wiecie komu
Dają kwiatki?!
Ja spędzam życie jako niania,
A żona gania na zebrania...
Bo raz jest główną prelegentką -
A raz jest... mężem zaufania!
"Wtedy mi gniew źrenice zwęża,
Bo - czym ja jestem? Mężem męża?
Przepraszam! - wołam wielkim głosem.-
Dwóch mężów w domu?
Dwóch mężów w domu?
Dwóch mężów w domu
Ja nie zniosę!
Lecz gdym już walczyć jął z ferworem,
Żebym z tym skończyć, bo mi źle z tym -
Żona została... dyrektorem!
W tym samym biurze, gdzie ja jestem.
Mnie tego dyrektorstwa żony
Wciąż gratulują - z każdej strony,
Jakby to było czymś niezwykłym!
A ja do tego -
A ja do tego -
A ja do tego
Już przywykłem...
Lecz teraz nigdy już z wieczora
Chwili dla siebie nie ukradnę:
Ciągle przy dzieciach! Dyrektora.
Jako małżonek... I podwładny.
Bo człowiek musi - nic nie wskóra.
Dyrektor - tu i tam figura!
Też w domu pierwsze skrzypce gra -
Potem córeczka,
Potem córeczka,
Potem córeczka,
Syn
I ja...
Jak się poskarżyć? Kiedy? Komu?
Przecież jej nigdy nie ma w domu!
Ani jej wbiurze szepnąć słowo,
Bo w biurze ze mną - to służbowo!
Psiakość! Nie mogę przecież więcej
Rzucać swych gorzkich skarg na wiatr.
"Proszę! Formalnie! O audiencję!
W sprawie wytchnienia!
W sprawie zwolnienia
Mnie od niańczenia
Młodych kadr!!!"
Przyjęła mnie ciut-ciut zdziwiona:
"Pan jako mąż czy jako strona?"
We mnie bojowy duch zwycięża:
"Ja? ...Jako smutna strona męża!"
I wołam gromko: "Dyrektorze!
To ostrzeżenie me ostatnie!
Służbowo pani wszystko może,
Ale przepraszam -
Ale przepraszam -
Ale przepraszam -
Nie prywatnie!"
Odrzekła na to mi uprzejmie
Z uśmiechem wszakże dość zdradzieckim:
"Jutro referat pan obejmie
Opieki nad Matką i Dzieckiem!"
"Czemu - skowyczę. - Za co? Powiedz!"
A ona: "Trudno! Pan - fachowiec!"
I stało się - cóż miałem rzec?
Trudno do żłóbka
Pchać byle bubka
Czy żółtodzióbka,
Gdy jest - spec!

japoneczka01 - Pon 22 Gru, 2014 07:53

Marian Załucki
Poradnik językowy...

dla wybierających się w odwiedziny
do Warszawy Polaków z zagranicy...
...żeby mógł coś zrozumieć z tej dzisiejszej mowy
emigrant - po naszemu - Rodak dewizowy...
Bo w obecnej polszczyźnie
co krok to pułapka,
czyli tak zwane robienie wariata:
na młodą dziewczynę mówi się b a b k a,
na garsonierę mówi się c h a t a.
Przy czym z babki w chacie
wtedy masz pociechę,
gdy cizia jest f a j o w a,
czyli babka w d e c h ę.
Taki zaś ruch ręką
wyraża świadomie.
że dama na najwyższym światowym poziomie,
czyli jak w Warszawie mówi się i słychać:
dziewczę ma na czym usiąść
i ma czym oddychać.
Nie dajcie się omamić czułych słów urokiem!
Na przykład t a t a z m a m ą
to spirytus z sokiem,
a czyniąc tę miksturę
dbają polskie dziatki,
żeby w niej więcej było ojca
niźli matki.
Również chały w piekarniach
dzisiaj się nie szuka.
C h a ł a to rzecz duchowa:
film, powieść lub sztuka...
Nie należy jednakże,
gdy sztuka wspaniała,
zginać ręki z zachwytem,
mówiąc "Taaaka chała!"
Kiedy zjeść coś zapragniesz,
bowiem pora już ta,
mówisz damie wytwornie:
"Rzuciem coś na ruszta!"
Przy czym wiedz,
że trucizna taka zwykła - to lizol,
ale to, co podają w Orbisie,
to bryzol!
I mylić nie należy.
Całkiem różna treść.
Można śmiało w t r a j a ć,
w t r z ą c h a ć,
czyli jeść.
Słowo "truć" dziś inaczej pojmuje warszawiak:
nie ten truje, kto karmi,
lecz ten, co przemawia!
Gdy ci więc przypadkiem
t r u j e jakaś postać,
że w Warszawie wszystko
można teraz dostać,
odpowiedz: "Mowa trawa!" Nie daj się ogłupić.
Dostać nic nie można
-wszystko trzeba kupić!
I tu do najważniejszej
przejdziemy z gramatyk,
czyli do najczystszej poezji języka:
10 złotych to d y c h a,
1000 złotych to p a t y k,
a pięćsetka to b r u d a s względnie pół patyka.
Jeśli idzie o pieniądz, to panuje zasada,
że jak masz, to w porządku,
czyli "mucha nie siada".
Gdy jest forsa,
jest cizia
i szkło, czyli flachy,
i zabawa do rana,
czyli "ubaw po pachy"!
I szałowe uciechy,
i kuszące uśmiechy,
i "Chodź, cizia, za budkę,
skrzyżujemy oddechy!"
Bez pieniędzy natomiast
chodzisz z smutnym obliczem,
bo jak mówią w Warszawie
tuż pod Mickiewiczem:
"W y s i a d k a!
Czyli k r e w a!
Czyli - l e ż e m i k w i c z e m!"

japoneczka01 - Czw 25 Gru, 2014 13:00

Telis
o tym, jak od rana stało

mojemu Kochanemu Smile

Gdy się rano obudziłam i na niego się spojrzałam,
to jak to coś zobaczyłam, to od razu oniemiałam.
Trochę też się zawstydziłam, gdy patrzyłam jak to stało,
no bo przecież nigdy wcześniej to się jemu nie zdarzało!
No a nie dość, że to stało, jeszcze było wręcz gorące.
Gdyby było ciut cieplejsze, pewnie byłoby dymiące!
Coś z tym wypadało zrobić... i najpewniej wziąć do buzi,
ale wtedy ma koszulka nocna szybko może się pobrudzić.
No a szukać znów szlafroka - trochę długo by to trwało,
no a szkoda każdej chwili, skoro to tak ładnie stało.
Także z łóżka się podnoszę, nadal zdezorientowana,
bo nadziwić się nie mogę, skąd w Kochanym taka zmiana.
No bo dla mnie to jest dziwne, rzecz to nowa, niesłychana...
mój Kochany nigdy wcześniej by nie zrobił mi śniadania!
autor

japoneczka01 - Czw 25 Gru, 2014 13:37

"Baby i babki"

Świat pełen jest bab i babek w wielkiej ilości!
Są Herod-baby i babki godne miłości.
Są babki gorące, prosto, jak z pieca
i baby, których chłód nie podnieca.
Są baby tłuste, cycate, obleśne
i babki, o których marzysz na jawie i we śnie.
Są baby nadzwyczaj kościste i chude,
blondynki, brunetki i czasem rude.
Niektóre, wiekowe i całkiem siwe,
że zołzowate, więc jeszcze cnotliwe
i choć ze swą cnotą dumnie się noszą
o chłopa bardzo w kościele proszą.
Są słodkie blondynki o oczkach niebieskich,
które się bawią tobą, jak pieskiem.
Głaszczą i tulą, całują, pieszczą,
lecz, jak ich nie słuchasz, to zaraz wrzeszczą,
i czasem leją pieska po pysku,
kiedy ogonem nie macha psisko.
Są również babki smukłe (w mym guście),
które miary nie mają w biuście,
a za to mają zgrabny tyłeczek,
na widok którego ślinka mi ciecze.
Są babki mądre i baby głupie.
Te pierwsze szanuję, na drugie tupię.
Z tych drugich stawiam na samym czele
babę w kapciuchu, imieniem Nelly.
Są babki będące przedmiotem kultu
i innych zwyczajnych babek jest multum.
Ja tylko od jednej zjem jabłko z drzewa!
A jak jej na imię? Zgadnijcie!

Hilary Jałoszyński *Hiljot*

japoneczka01 - Czw 25 Gru, 2014 13:45

Krytykanci
A najwięcej jest na świecie,
oprócz dupków i palantów,
takich, którym nic, jak leci
nie pasuje: – krytykantów.

Siedzi taki, boćka pasie,
TV włącza i wygasza,
czasem czyta, co tam w prasie
i opinie swe wygłasza.

Stadion wznoszą – pewnie krzywo…
Piwo? Siki, a nie piwo!
Kryzys w USA – wina Tuska,
kryzys w UE – wina Buzka.
Nagrodzono film – to chała,
bo gołego mało ciała.
Ryba w rzece brać nie chciała,
czyja wina? Generała!/*
Autostradę chce mieć złotą
tam, gdzie chodzi się piechotą,
wszystkich obarczając winą,
pijąc wino marki „wino”.
Chce przez życie przejść na gapę
nadstawiając wszędzie łapę…
Na brak pracy wciąż narzeka,
a jak praca jest – ucieka,
bowiem zdrowiu szkodzi praca!
Więc z boku na bok się obraca,
na drewnianej ławie w parku
wśród wymiocin oraz smarków,
nawalony, jak stodoła,
o doraźną pomoc woła.
Gdy go w izbie zamknie szarża
na dyskomfort się uskarża,
bo wszystkiemu winna władza,
która jemu nie dogadza.
Szuka wszędzie rządu kantów,
jak przystało na krytykantów,
co na guru się kreują,
a jest każdy nędzną szują.

Autor: Hiljot

japoneczka01 - Czw 25 Gru, 2014 13:47

Na Dzień Kobiet
Kiedy baba nie ma racji
wpada w pewien stan frustracji
i nad sobą się rozczula,
że jej każą rodzić w bólach,
że ją mąż już nie docenia
i traktuje od niechcenia,
ona zaś, jak kotka w marcu
też oddała by się harcom,
lecz sadełko nie pozwala,
więc nad sobą się użala
a za tuszę wini krawców,
bo się ubrać już nie ma w co.
Wdziawszy na się starą kiecę
wciąż urządza w domu hecę,
że w ogóle jest do dupy
bo się nic nie trzyma kupy!

Mąż spogląda na nią krzywo:
skąd się wzięło takie dziwo?
Panną będąc miała klasę,
teraz pyta wciąż o kasę,
oraz mimo otyłości
wciąż domaga się miłości,
mając chętkę na pieszczoty,
chociaż nie ma chłop ochoty.

Więc chłopina wieje z chaty
tam, gdzie inne są klimaty,
gdzie się można napić wódki,
rozweselić u rozwódki,
która chudsza jest i chętna
oraz (ważne!) dość majętna!

Baba się po domu miota,
to popędzi kotu kota,
to garnkami w kuchni trzaska
mówiąc, że to jej jest łaska,
kiedy siły swe wytęża
dla rodziny i dla męża,
a ten łajdak gdzieś się szlaje
i pieniędzy mało daje,
ona zaś rodzona żona
stale jest nie dopieszczona!

I w tym racja jej frustracji,
i ogromnej egzaltacji.

Autor: Hiljot

japoneczka01 - Czw 25 Gru, 2014 18:26

Troski precz
Pada śnieżek, jest uroczo,
Tak bielutko i puszyście.
Tylko po cholerę błoto,
No i czemu bywa mgliście?

Dzieci cieszą się, z sankami
Zasuwają z każdej góry,
A ja walczę łopatami,
Aż się sypia śnieżne wióry!

Dzieci bawią się słodziutko,
Śnieżki lecą, bałwan stoi.
Ja na dworze bywam krótko,
Mróz policzki moje kroi!

Ślicznie okna mróz upiększył,
Tworząc wzorek niesłychany.
Piec dwie tony węgla wpieprzył,
A i tak zmrożone ściany.

Konik ciągnie strojne sanie,
Bosko dzwoniąc dzwoneczkami,
A tu nie chce wyschnąć pranie,
Wpięte w sznurek spinaczami.

Sikoreczka tłuszczyk dziobie,
Wróbel żre ziarna pszenicy,
Zostawiają syf po sobie,
Na tarasie, przy piwnicy.

Już światełek ogień srogi,
Przyozdobił wszystkie domy,
A mi w butach marzną nogi,
Zaraz wepchnę do nich słomy!

Zimą pięknie jest w ogrodzie,
Bo gałązki posrebrzone.
Skrobiąc szyby w samochodzie,
Mam paluchy odmrożone.

Już Mikołaj, siwy starzec,
Wór prezentów ma na grzbiecie.
Mi się marzy ciepły marzec
I jeziorna kąpiel w lecie.

Ponoć zima ma uroki,
biało, rześko, zdrowe tleny.
Ja to wszystko mam w głębokim
I o zimie pisze treny!

Jednak coś w tej zimie drzemie,
Jakaś radość mocno skryta,
Tak truskawka w swojskim dżemie,
Jak prześliczna Afrodyta!

No bo w zimie, tuż na starcie,
Trochę po dwudziestym grudnia,
Się szykuje wielkie żarcie,
Co w jadalniach stół zaludnia.

Więc znosimy trudy wszelkie,
Które zima daje w darze,
Bo świąteczne cuda wielkie,
Spełnia wiele naszych marzeń.

W Wigilijny czas, za stołem,
Gdy kolędy rozbrzmiewają,
Między śledziem, a rosołem,
Wszyscy grzechy odpuszczają!

Tu życzenia ślę świątecznie,
Nie przejmujcie się już zimą.
Będzie ciepło i bezpiecznie,
Niech na zawsze troski zginą.

Autor: J.Arnold Hościłło

japoneczka01 - Czw 25 Gru, 2014 19:04

Jak dobrze mieć sąsiada

Jest pomocny w każdym czasie
Nie zabraknie przy nim soli,
I na autach także zna się,
Da tabletkę gdy łeb boli.

Spóźnioną żonę podwiezie do pracy,
Posypie chodnik gdy ślisko,
Dlatego mówię: - Rodacy!
Warto sąsiada mieć blisko!

Zawsze tak było od wieków,
Że sąsiad sąsiada wspierał.
Teraz niestety, bez śmiechu,
Taka tradycja umiera.

Czasy są inne, bo dzisiaj,
Gdy Nowak samochód kupił,
Nerw szarpie sąsiada Zdzisia
I mówi: - Nowak jest głupi!

I swoim autem blokuje
Nowakom wyjazd spod płotu.
Na Nowakową plotkuje,
Że ma faceta na boku.

Za złości cały w purpurze,
Zdzich widząc auto aż dysze.
Nie mogąc wytrzymać dłużej
Donos na sąsiada pisze.

I w pierwszych słowach donosu,
Stawiając krzywe litery,
W okrutnie zawistny sposób
Znajduje powody cztery,

Dla których Nowak niecnota
Najwyżej może posiadać,
Tylko starego gruchota,
A nie Suzuki Vitara!

Pierwszy powód jest taki,
Że Nowakowie za młodzi,
A mówią na niebie znaki,
Majątek w młodości szkodzi!

Drugi taki powód zazdrości,
Co Zdzisia straszliwie smali:
- Moi sąsiedzi, litości!
Są na to auto za mali!

Kolejny powód, nie błahy,
W Zdzisiowej wzrósł łepetynie,
Że przecież bankowe krachy,
Skąd szmal w takiej trudnej godzinie!?

Po czwarte zaś, o mój Boże,
To Zdzicha gryzie dopiero,
Że sam zapłacił drożej
Rok temu za Pajero!

Tak Zdzicho sąsiadowi
Zawiścią umila życie
I ciągle jest gotowy
Świństwo mu zrobić skrycie!

A powodem najważniejszym,
Wściekłej, Zdzisiowej zazdrości,
Jest udział w życiu coraz mniejszy
Takiej zwykłej ludzkiej miłości.

Autor: J.Arnold Hościłło

japoneczka01 - Czw 25 Gru, 2014 19:34

WŁADYSŁAW KATARZYŃSKI

ŻEGNAJ LATO

Koniec wakacji, wakacji koniec
Pod namiotami chwile uniesień
Odetchnie zając oraz zaskroniec
Gdy się turysta z lasu wyniesie

Zgasną ogniska nad Niegocinem
Odlecą boćki do ciepłych krajów
Gąsior zapełni się słodkim winem
Będzie gotowe najpóźniej w maju

Opustoszeje wiejskie podwórko
Pełne mieszczuchów podczas wakacji
I góra śmieci pod Wielką Wólką
Oraz butelki do segregacji

Wróci na studia śliczna barmanka
O spracowanych od kufli dłoniach
I mąż do żony, letnia kochanka
Zostanie w Pucku nieutulona

Popadną w stresy osy, komary
I kleszcze, one popadną zwłaszcza
Bo ich niedoszłe jeszcze ofiary
Zwiną manatki, wrócą do miasta

Kiedy się rankiem deszczyk rozpada
Turysta gazu na szosie doda
Wtedy pochwyci go fotoradar
Tak się zakończy letnia przygoda

japoneczka01 - Czw 25 Gru, 2014 19:38

WŁADYSŁAW KATARZYŃSKI

NASZ TEATRZYK BLOKOWY

Kurtyna w górę! Kto podglądacz, niech się patrzy
Chociaż podobno nawyk bardzo to niezdrowy
Z samego rana otwieramy nasz teatrzyk
Czysto społeczny, nasz teatrzyk jest blokowy!

Oto i parter, tutaj scenki masz z “Hamleta”
Żyć albo nie żyć, to sąsiada jest pytanie
Ciągnie go na dno kredyt, jedna, druga seta
I potem stryczek, bank nic po nim nie dostanie!

Na pierwszym piętrze grają “Zemstę”, mocium panie
Tam ściana w ścianę mieszka Cześnik oraz Rejent
Odbywa się wzajemne mięsem obrzucanie
Zaczyna z rana, a się kończy, kiedy dnieje!

Na trzecim piętrze wciąż ta bajka o Kopciuszku
Pan mąż Kopciuszek właśnie wczoraj dostał rentę
Pani Kopciuszek do dwunastej leży w łóżku
A po balandze brudne gary nie sprzątnięte!

Na czwartym piętrze właśnie grają “Balladynę”
Między siostrami spór o spadek po pradziadku
Tu jedna drugiej podkładają sobie świnie
A jeszcze wielu kandydatów jest do spadku!

Na piątym piętrze dziś odbywa się “Wesele”
Sąsiad wydaje córkę za hydraulika
Przyjęcie w domu, zaraz wódka nas zaleje
Nie po raz pierwszy w roku tym to nas spotyka!

Do teatrzyku tego się nie garną tłumy
Każdy ma własny, zwłaszcza kiedy już ma w czubie
Z tym, że nad naszym, jak bywało za komuny
Wciąż czuwa Anioł, mówiąc wprost: ten były ubek!

japoneczka01 - Czw 25 Gru, 2014 19:40

WŁADYSŁAW KATARZYŃSKI

A MUZYCZKA GRA

Świeci księżyc świeci
A mnie smutno trochę
Bo nie mam roboty
Jem kapustę z grochem
Dzionek mi się dłuży
A każdy jest czarny
Bo rząd mi przedłużył
Wiek emerytalny

Ref.

A u Kacperków od rana
Muzyczka nastrojowa
Kasperek dostał rencinę
Zapomogę Kacperkowa
Kacperek wziął skrzypeczki
I drażni struny smyczkiem
Dziadek miał je na wojnie
Polsko-bolszewickiej
Nikt w miejscu nie ustoi
A tym bardziej w szeregu
Tańczą polskie chochoły
Przy ulicy Wyspiańskiego

Za czasów komuny
Ktoś mi robił zdjęcia
Bom był elektrykiem
Też robiłem spięcia
By nastąpił przełom
Ja straciłem zdrowie
Teraz mnie objęło
Zwolnienie grupowe

Ref.

A u Kacperków od rana
Muzyczka nastrojowa. . .

W archaicznej pralce
Jeszcze dobrze ma się
Piorę stare spodnie
Sąsiad pierze kasę
Drą się za śmietnikiem
Zakochane koty
Dałem do lombardu
Róg wytarty złoty

Ref.

A u Kacperków od rana
Muzyczka nastrojowa. . .

japoneczka01 - Czw 25 Gru, 2014 19:49

Bogdan Krajewski

PIEPRZ

Dzięki kupcom arabskim trafił do Europy.
Tajemnicę lub klątwę – coś w sobie zawiera.
Kobiety go kochają, uwielbiają chłopy.
Mała śmieszna kuleczka, a taka kariera!

Jeszcze o nim, to powiem, co może już wiecie,
każdy wyraz zastąpi i to w każdym gronie,
kiedy wrócisz do domu po ciężkiej robocie,
“Napieprzyłem się strasznie” – poskarżysz swej żonie.

Na ulicy, czasami, potkniesz się o-coś tam,
albo zimą – poślizgniesz, no i nogę skręcisz.
Do stojących wokoło, panienek oraz dam,
“Wypieprzyłem się ślicznie…” – z uśmiechem wyjęczysz.

No a w pracy, na przykład, gdy ktoś ci przeszkadza,
a ty bardzo się starasz sprawnie wkręcać wkręty,
rzucisz okiem niechętnie i gdy to nie władza:
“Spieprzaj dziadu – mu powiesz – bo jestem zajęty!”

Gdy się bardzo upiera i przeszkadza dalej,
to się tobie, gdzieś w duszy, taki pstryczek włączy
i wycedzisz przez zęby, w ucho durnej pale:
“Bo ci chłopie przypieprzę i na tym się skończy!”

Wreszcie weekend, sobota, marzą ci się harce
(dobrze wiemy, radości jest w życiu zbyt mało).
Kumpel powie, gdy przyjdziesz w nowej marynarce
“Odpieprzyłeś się, bracie, jak stróż w Boże Ciało!”

W popołudnie niedzielne, bawiąc się w kucharza,
smażąc omlet z jaj czterech, na prośbę swej żony,
dodasz soli za dużo (czasami się zdarza),
wtedy zaklniesz: “Spieprzyłem!” okropnie wzburzony.

Gdy złośliwie, ktoś ze mnie, robi brakoroba.
“Banialuki, to wszystko.” – Wypowie się który.
Choć zależy mi przecież, czy to się spodoba,
Nonszalancko ogłaszam, że pieprzę – te bzdury.

japoneczka01 - Czw 25 Gru, 2014 20:01

Szwagry z termosem
I przywalił niespodzianie,
W grudniu, z nagła i z zaskoku,
Przyszedł zaraz na śniadanie,
Mróz trzeszczący jak co roku.

Już pokryte śniegiem drogi,
I chodniki również białe.
Zimno w dłonie, uszy, nogi,
I policzki sine całe.

Mróz okrutny atakuje,
Jak inwazja wprost z kosmosu.
Już jeziora lodem kuje
I nie wyjdziesz bez termosu.

Taki termos, w nim herbatkę,
Zabrał Gienek nad jezioro.
Do herbatki dolał wkładkę,
I to nawet całkiem sporo.

Bo na ryby rano ruszył,
Z pierwszym lodem na okonie.
Od herbatki ciepłe uszy
I rozgrzane pięknie dłonie.

Nieszczególnie brały ryby,
Dużo gorzej niż herbata.
Nie wiem co by było gdyby,
Gienio nie spotkał Jadzi brata.

Szwagier Antek, wzorem Gienia,
Też z termosem był na lodzie,
Więc znaleźli wspólny temat,
Racząc się herbatka w chłodzie.

Tęgo z gwinta pociągnęli,
Wygadując wciąż głupoty
I na lodzie przesiedzieli,
Kilka godzin tej soboty.

Moc herbaty każdy poczuł,
I przyczepność nogi tracą.
Antek śmiesznie się zatoczył,
W śnieg nurkuje łysą glacą.

Gienek chacha się i tupie,
Nagle równowagę traci
I ląduje już na dupie,
Ledwo co nie podarł gaci.

Leżą w śniegu dwaj faceci,
Lód od śmiechu się zanosi,
Potem każdy z nich poleci,
Gienek do Jadzi, Antek do Zosi.

W domach żony rozbawione,
Choć z leciutką drwiną w głosie,
Jednak raczej zadowolone,
Bo już Antek tuli Zosię.

Gienek Jadzi wiersze klepie,
Mówiąc tak na marginesie:
- Innym razem będzie lepiej...
I Jadziuni swej przyniesie,

Oprócz kaca co go zżera,
Kilka płotek i okoni.
Sam je wszystkie poobiera,
Poda Jadzi jak na dłoni.

Żony są wyrozumiałe,
Co to termos rozumieją.
Z mężów tekstów, choć ściemniałe,
Jeszcze nie raz się pośmieją.

Gdy za nowych dzionków parę,
Gienek z Antkiem się spotkają,
Nie zasłużą znów na karę,
Bo KOCHANE ŻONY mają!

Autor: J.Arnold Hościłło

japoneczka01 - Czw 25 Gru, 2014 20:14

Hej, Mazury
Nic, że jeszcze śnieg na dworze,
Że choinka ciągle w domu,
Nawiedzony wół w oborze
Od wigilii gada po kryjomu.

Wiąż blask świąt cieplutko świeci,
W karnawale wielkie bale,
Zostawiając w domu dzieci
Starzy mkną fikać na sale.

I w tym czasie, gdy mróz srogi
Warto myśleć o wakacjach.
Zaplanować urlop błogi,
Pod palmami lub w akacjach.

Dzisiaj w czasach samolotów,
Choć tragedie są , to wiecie,
Można dotrzeć bez kłopotów
W każdy kącik na tym świecie.

Więc zaczynam już dziwaczyć,
Strzępiąc kartki katalogów,
By odpocząć i zobaczyć,
Zamki lub świątynie bogów.

O Tunezji pomyślałem,
Ciepło, blisko, niezbyt drogo,
Ale zaraz przypomniałem,
Tam zamieszki, brzmi złowrogo!

No to Włochy, wszak Italia
Z historycznych krain słynie.
Moc kościołów, muzealia,
I w Wenecji gondola płynie.

Co ja gadam, tam skandale!
Premier śpi z małolatami
I zatrudnił w tym kwartale,
Trzech ministrów z zarzutami.

Albo Grecja, kraj uroczy.
Delfy, Korynt, Termopile.
I do Aten można skoczyć
Lub Salonik choć na chwilę.

Też niestety, szkoda gadać,
Moc pożarów, kupa strachu.
Gołym tyłkiem trudno siadać
Na spalonej plaży piachu.

A Hiszpania, Barcelona,
Real Madryt , Costa Brava.
Cud Hiszpanka, roztańczona,
Na niej kiecka lśni jaskrawa?

Oj, Hiszpania ma problemy,
Kryzys też ja trawi tęgi.
Zanim trzeci obiad zjemy,
Trzeba zwiewać od włóczęgi.

Może Egipt? Tak, cudownie!
Kair i Morze Czerwone.
Nosisz zawsze krótkie spodnie,
Nogi pięknie opalone.

O nie... Tam bandyta rekin,
Co prze plaży pyskiem młóci,
Stu facetów już na wieki,
O klejnoty męskie skrócił!

Albo Paryż i Sekwana.
Spełnisz tam marzenia swoje.
Przemyślałem to, od rana.
Nie pojadę , bo się boję!

Zanim powiem, żem turysta,
Zdrów z przedmieścia już nie wrócę.
Bowiem młody terrorysta,
Bejsbolowym kijem tłucze.

Nad Islandią wulkan trzeszczy.
Ziemia pęka na Hawajach.
W Indonezji wiatr złowieszczy,
Skorpion tnie w oliwnych gajach.

Gdzie tu jechać? Co zobaczyć?
Coraz mniej alternatywy.
Jak odpocząć, łba nie stracić,
Wrócić cały no i żywy?

Iskra w mózgu zaskoczyła.
Chyba pomysł mam bajkowy!
- Zostajemy, moja miła! -
Rzekłem do swojej połowy.

Przecież Polska najpiękniejsza,
Jak kraj długi i szeroki.
Tutaj trawa jest zieleńsza,
Błękitniejsze są obłoki!

No i ciut patriotycznie,
Postąpimy w trudnych czasach.
Uzyskany grosz fizycznie,
Pozostanie w Polskich kasach!

A więc rada moja prosta,
Nad Bałtykiem, albo w górach,
Forsę w naszym kraju zostaw,
A najlepiej na Mazurach!

Autor: J.Arnold Hościłło

japoneczka01 - Czw 25 Gru, 2014 20:19

Mała dżuma
Od początku dziejów świata,
Gdy nas wywalili z raju,
Z chorobami człek się bratał,
Chorowanie jest w zwyczaju.

Były dżumy i cholera
I owsiki co skręcają.
Raz coś luźno, raz zapiera,
Wiele chorób ludzie mają.

Człowiek sprytna to istota,
By ochronić się od bólu,
Czasem zedrze skórę z kota,
Lub nurkuje po miód w ulu.

Gdy Bogumił z Radziwiłła,
Kmicicowi w pysk wypalił,
By się rana zabliźniła
Pajęczyną mózg sklejali.

Albo Rambo, z dziurą w brzuchu,
Jak zacisnął sztuczne zęby,
Aż się zsikał od wybuchu,
Gdy mu poszedł ogień z gęby.

Lecz dziś grypa, wieki znana,
Niespodzianki ludziom knuje,
To ze świni, to z bociana,
W dzień i w nocy atakuje.

Grypa podła to choroba
I panikę wzniecić może,
Lecz gdy tylko boli głowa,
Pilnuj, by nie było gorzej.

Czapa na łeb, suche buty,
Dzikiej nie daj się pandemii,
A czy grudzień , styczeń, luty
Sam nad zdrowiem władzę przejmij.

Gdyś jest grypą rozpalony,
Dwa tuziny szklanych baniek
Wrzuć na brzuszek ogolony,
Będziesz zdrowy w trzeci ranek.

I pamiętaj, radzę szczerze,
O kapuście, kalafiorze.
Zdrowie z warzyw wszak się bierze,
Trza witamin w każdej porze.

Jest też sposób na rozgrzanie.
Pod pierzynę weź swą Babę,
Dużo ciepła przekaż dla Niej,
Całuj jak Księciunio żabę.

Lub termofor wrzuć pod nogi,
Parząc wrzątkiem stopy białe,
Przeleć trzy figury jogi,
Aż choróbsko wyjdzie całe.

Wpieprzaj czosnek, wypij mleko,
Zimną wodą umyj pachę.
Idź piechotą, hen daleko,
I na grypę połóż lachę!

Autor: J. Arnold Hościłło

japoneczka01 - Sob 27 Gru, 2014 07:24

Oda do starości
Co to za życie bywa w MŁODOŚCI !?
Nie czujesz serca ...wątroby ...kości ...
Śpisz jak zabity, popijasz gładko ...
i nawet głowa boli cię rzadko.
***
Dopiero człeku twój wiek DOJRZAŁY!
Odsłania życia urok wspaniały ...
Gdy łyk powietrza, z wysiłkiem łapiesz...
Rwie Cię w kolanach ...
Na schodach sapiesz ...
Serce jak głupie szybko ci bije ...
Lecz w każdej chwili czujesz że ŻYJESZ !
Więc nie narzekaj z byle powodu
Masz teraz wszystko ,czego za młodu
nie doświadczyłeś. Ale DOŻYŁEŚ!
***
Więc chociaż czasem w krzyżu cię łupie
Ciesz się dniem każdym!
Miej wszystko w DUPIE!!!


*********************************************************

Idę ulicą - ktoś mi się kłania.
Oddaję ukłoń - znam przecież drania:
ta twarz, ten uśmiech i ten błysk w oku...
To miły facet, znam go od roku.
Jakże u diabla on się nazywa?....
Dziura w pamięci. Czasem tak bywa.
Wtedy myśl smutna w głowie się rodzi :
Nic nie poradzisz - starość nadchodzi .


Z trzeciego piętra schodzę radośnie,
bo w kalendarzu ma się ku wiośnie,
no i spaceru gna mnie potrzeba
zwłaszcza, że słońce i błękit nieba...
Gdy już po parku idę aleją
nagle pot zimny koszulę klei,
bowiem pytanie w głowie mi tkwi :
czy aby kluczem zamknąłem drzwi?
W spiesznym powrocie znów myśl się rodzi :
Nic nie poradzisz - starość nadchodzi.

Siedzę i czytam.
Nagle myśl żywa jakimś pragnieniem z fotela zrywa.
Robię trzy kroki, staję przy szafie i jak to cielę na nią się gapię...
Pojęcia nie mam po co ja wstałem?
Czego tak bardzo i nagle chciałem?
Oj, coraz bardziej mi to już szkodzi ,że ta nieszczęsna starość nadchodzi.

Jadę na urlop. Prasuję spodnie, żeby wśród ludzi wyglądać godnie.
Biorę walizkę, pędzę nad morze....
Lecz tam miast śledzić dziewczyny hoże, zamiast podziwiać plażowe akty... ...
Czy wyłączyłem wtyczkę z kontaktu?
Może dom spłonął? Strach we mnie godzi...
Tak to już jest, gdy starość nadchodzi.

Żeby nie znaleźć się kiedyś w nędzy zaoszczędziłem trochę pieniędzy.
W dużej kopercie, zamkniętej klejem, dobrze ukryłem je przed złodziejem
I teraz... już od paru miesięcy nie mogę znaleźć moich tysięcy.
Ech. Nie pojmiecie tego wy młodzi jak miło żyć, gdy starość nadchodzi..

Pomimo moich najlepszych chęci -nie zawsze mogę ufać pamięci.
Więc by jej pomóc, a przez nią sobie, czasem na chustce węzełki robię.
A potem jeden Bóg wiedzieć raczy co który węzeł ma dla mnie znaczyć?
Choć mi się nawet nieźle powodzi, wciąż mam kłopoty.
Starość nadchodzi.

Dwa razy dziennie - raz przy śniadaniu, a potem w obiad,
po drugim daniu zażywam leki, tabletki białe:
cztery połówki i cztery całe
Często się pieklę (bom nie aniołem),gdy w obiad nie wiem czy rano wziąłem?
Tę gorycz klęski wątpliwie słodzi wiedza, że oto starość nadchodzi.
Żuję kolację - w niej polędwica me podniebienie smakiem zachwyca.
Pogodnie dumam o tej starości....Czy ona musi stale nas złościć?
Przecież jest piękna!!!! Masz sporo czasu...
Chcesz iść nad wodę, albo do lasu, to sobie idziesz - nikt ci nie broni.
Z łóżka zbyt wcześnie też nikt nie goni, bowiem nie musisz pędzić do pracy jak wszyscy twoi młodsi rodacy.
Co prawda wigor z wolna przekwita, lecz po co wigor u emeryta?
Podwyżki pensji już nie wyprosisz, należną gażę poczta przynosi...
Spokojnie patrzysz jak świat się zmienia, gdyż wiek ci daje mądrość spojrzenia...
Więc wiwat starość! Niechaj nam służy, nawet gdy trochę chwilami nuży,
Bowiem - jak sądzę - w tym jest rzecz cała, by jak najdłużej ta starość trwała...!!!
Autor nieznany

japoneczka01 - Śro 31 Gru, 2014 17:03

Halina Brzeska

Baby żyją dużej

Wiosna, słońce, słodycz kwiatów;

gdzieś w gałęziach śpiewa kos.

A TY zamiast kochać, marzyć -

musisz w książkach trzymać nos.

Kończysz studia, sesja trudna-

musisz ostro w książkach ryć.



Może byś to i wytrzymał,

gdyby nie dziewczyna ta:

ciemne włosy, bystre oczy ;

tak pomaga ci, tak dba

i mieszkanie jakieś ma.

Jesteś święcie przekonany

chcesz być z nią – to właśnie TA!



Lata płyną, dzieci rosną -

tu synowa, a tu zięć.

Żona trochę poszarzała;

już straciłeś na nią chęć.

Jakaś taka zatyrana:

w pracy dyżur; w domu pięć.

Czasem chce z Tobą pogadać:

pogardliwy jest Twój ton;

o czym miałbyś z nią rozmawiać -

ma pracować, dbać o dom.

Pod gazetą, na tapczanie

nudy już nie możesz znieść.

Pod gazetą, na tapczanie

masz już lat – dziesci sześć.



Może byś tak dalej trzymał,

gdyby nie dziewczyna ta:

sekretarka, cud-blondyna,

dwoje oczu modrych ma

i spojrzenie powłóczyste

raz po raz ku Tobie śle.

Tobyś musiał być z kamienia,

żeby nie zakochać się!

Jesteś święcie przekonany -

chcesz być z nią i ona chce.

Pełnoletnia seks-dziewczyna

ma już lat dwadzieścia dwa.



Nowa miłość, nowe życie,

w nocy nowy kwili brzdąc.

Nowa żonka czyści konto,

drugi etat musisz wziąć

„Ty zarabiasz nazbyt mało

ONA ma wydatki ciąć? !”

Oczy miłej zachmurzone,

miast błękitu – zimna stal,

gdy jej mówisz, jak ją kochasz

niecierpliwie patrzą w dal.

Czekasz na jej ciepłe słowo,

choć na mały, czuły gest,

jesteś święcie przekonany,

ze źle z twojej winy jest.



Może byś i to wytrzymał,

gdyby wolniej płynął czas.

Siwe włosy, wiotkie mięśnie,

nie ten wzrok, wciąż słabszy słuch

i podstępem rośnie brzuch.

Ty się nigdy nie poddajesz;

teraz też się bierzesz w garść :

Fitness, jogging, tenis, ,

zawał—-t r r r a c h

i Kostucha stoi w drzwiach!



Młoda wdowa może westchnie,

może nawet rzuci kwiat,

lecz jest święcie przekonana,

że po Tobie sporą rentę

będzie brać dziesiątki lat.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group