Humor - Wiersze satyryczne - ku rozweseleniu
japoneczka01 - Pią 12 Gru, 2014 08:40
Jadwiga Dunajko
bez tytułu
Chcę wam przedstawić swoją opowieść.
Jest to opowieść prawdziwa.
Żył sobie pewien facet na Litwie,
Co się Mickiewicz nazywał.
Był on poetą i pisał ody, mazursko-warmińskim stylem.
Nie miał pieniędzy (wiadomo młody),
Lecz miał kochaną Marylę.
Ona na niego wciąż się gniewała.
Któż to zrozumie kobiety!
Bo kiedy ona nylony chciała,
On jej zasuwał sonety.
Ona sonety trzask do piecyka
("Nie trzeba mi takich darów"),
I wyszła za mąż za obszarnika
Powyżej 300 hektarów.
To się poeta strasznie rozgniewał
I chciał jej w lica nawalić,
Lecz musiał pisać wiersze dla dziadów,
Bo się zaduszki zbliżały...
Ale fortuna kołem się toczy,
Dziś czasy się pozmieniały.
On na pomniku zaciera ręce.
A ją - rozparcelowali.
japoneczka01 - Pią 12 Gru, 2014 09:54
Krystyna Jagielnicka
Zwierzenia poszukującej pracy
Chciałabym być w "mięsnym " ekspedientką,
to przecież całkiem niezła fucha,
lecz kto się za mną wstawi prędko
poprze podanie i wysłucha?
Kelnerki w barze jest posada
już pędzę tam z szybkością racy,
trzecia w kolejce, kurczę blade!
Tu też nie dali mi tej pracy.
Zamieć, upały, babie lato,
w cieple i deszczu, jak popadnie,
gonię za pracą i za płacą,
czy długo jeszcze będę na dnie?
Ba, czy to kogoś grzeje, ziębi
pojutrze znowu przyjść kazali,
plejada innych aż się kłębi,
tłum takich samych, ludzie mali.
Znalazłam ogłoszenie w prasie:
"Praca modelki (wdzięk, uroda)".
To co, że przeszło metr mam w pasie,
teraz na chude tylko moda?
Umieć wyjść z dołka bez falstartu,
gdy życie twardą daje lekcję,
da radę, kto ma wiele hartu,
a mnie tak trudno o protekcję.
japoneczka01 - Pią 12 Gru, 2014 10:30
Ludwik Jerzy Kern
"Apage Satanas czyli egzorcyzmy tyjącego"
Gdy siadam, by rano zjeść skromne śniadanie
ty wizję mi bułki podsuwasz szatanie,
przeżuwam ja sobie swój serek w cichości,
a ty mi z tą bułka, patronie ciemności!
I w ucho mi szepczesz ty ciemna perełko,
że bardzo jest dobre do bułki masełko.
Lecz na nic sączenie tych jadów w mą duszę,
bo ja się szatanie na bułkę nie skuszę!
Bułeczka z masełkiem nie dla nas, nie dla nas,
Apage,
Apage,
Apage Satanas!
To drobiazg powiadasz, to przecież błachostka,
gdy w kawie mej cukru rozpuści się kostka,
żadnego to nie ma znaczenia dla sprawy,
a jak się wybitnie poprawia smak kawy!
Ty bardzo mnie mnie lubisz, ty dobrze mi życzysz,
ty chcesz bym miał w swym życiu trochę słodyczy,
a ja cię zapewniam wbrew twej reklamie,
że ja się na cukier szatanie nie złamię!
Kawusia słodzona nie dla nas, nie dla nas,
Apage,
Apage,
Apage Satanas!
A jak ty potrafisz ty psie czarnooki
wychwalać zwyczajnych kartofli uroki!
Jak umiesz opiewać przysmaki Polaków,
te frytki, te placki, te kluski z ziemniaków!
Już czuję twój oddech, twój łeb czarnokruczy
i głos twój co mruczy, że ziemniak nie tuczy.
Lecz choćbyś rok kusił i ty i twe zbiry,
ja szybko szatanie nie chwycę za pyry,
Nie dla nas, nie dla nas ten polski ananas,
Apage,
Apage,
Apage Satanas!
japoneczka01 - Pią 12 Gru, 2014 10:49
Wrrrr...
Ludwik Jerzy Kern
Gdzie indziej słońca mniej jest na niebie
I smutniej,
I wiele kwaśniej -
Lecz nigdzie tak się nie warczy na siebie
Jak u nas,
Jak u nas właśnie.
Mijają wieki,
Nic się nie zmienia,
Roczek za roczkiem upływa -
Do wzajemnego na się warczenia
Dryg mamy
Od Piastów chyba.
Warczy się u nas we wszystkich sferach
Od rana
Do wieczora -
Konduktor warczy na pasażera,
Pasażer na konduktora.
Warczą na siebie teściowa z zięciem,
Warczą najczęściej dlatego,
Żeby po prostu
Swoim warknięciem
Ubiec warknięcie drugiego.
Rzadko dziecinę,
Biorąc ogólnie,
Znajdziesz, by nie odwarknęła -
Polski Romeo warczy na Julię,
A Julia na Romea.
Od takich warknięć
Ludzie na świecie
Dawno by mieli fioła -
W każdej gromadzie,
W każdym powiecie,
Pełno tych warknięć dokoła.
Deszcz ich nie niszczy
Ani posucha.
Wyjdź tylko z domu. Wystarczy.
Zaraz się cudzych warknięć nasłuchasz
I sam się zdrowo nawarczysz.
Nie da się faktów tych ukryć w cieniu,
Wieść się po globie niesie -
Nawet poznaje się po warczeniu
Polskie anioły
W niebiesiech.
Warczenie
(Zaraz dowód dostarczę)
Jest naszym mieczem i tarczą -
Ja także warczę.
A na co warczę?
Ja warczę na tych, co warczą.
japoneczka01 - Pią 12 Gru, 2014 10:52
Dziura
Ludwik Jerzy Kern
Zaraz za lasem we wsi Magura
W szosie się nagle zrobiła dziura.
Spostrzegł ją dróżnik Walenty Spinka,
Gdy robił obchód swego odcinka.
"Rzuci się - mruknął - taczkę kamieni
I dziura w równą jezdnię się zmieni!"
I poszedł Spinka. Taczkę szykował..,
I raptem w porę się zmitygował.
"Nie będzie dziury - pomyślał sobie -
To znaczy, że ja nic tu nie robię...
E, proszę panów, nie ma wariatów,
Dam o tej dziurze znać do powiatu..."
I do powiatu poszło z Magury
Pismo W. Spinki w sprawie tej dziury.
W powiecie bieg mu nadali.
Czyli do województwa je przesłali.
Tu znów orzekli: - Poważna sprawa.
Niech decyduje o tym Warszawa...
Tak,
Bez protegi, bez kumoterstwa
Doszło to pismo do ministerstwa.
Przyszedł minister rano do biura,
Zaraz mu w ręce wpadła ta dziura.
Decyzję w księgach zaksięgowano
I województwu zaraz przesłano.
Zwołał komisję, komisja chórem
Orzekła: "Trzeba zasypać dziurę..."
Z miasta do miasta, z skrzynki do skrzynki,
Przyszła decyzja w końcu do Spinki.
"Do
Walentego Spinki,
Dróżnika
(Tutaj był długi numer dziennika).
Zaraz za lasem we wsi Magura
W szosie powstała podobno dziura.
Należy stan ten natychmiast zmienić!
Weźcie, dróżniku, taczkę kamieni
I wyrównajcie, bardzo Was proszę,
W wyż. wymienionym miejscu wym. szosę.
Minister
(-) podpis nieczytelny
W. Spinka nie był bynajmniej gapa.
Pismo przeczytał, w łeb się podrapał
I mruknął: "Psiakrew, jak to tam w górze
Wiedzą o każdej najmniejszej dziurze..."
japoneczka01 - Pią 12 Gru, 2014 10:54
Grabki
Ludwik Jerzy Kern
Poznałem Cię na działce.
Miałaś suknię w ciapki.
Z daleka zawołałaś:
- Panie, ma pan grabki?
Zaczepiany bywałem już przez setki babek,
Ale nigdy,
Jak dotąd,
Pod pretekstem grabek.
Myślę sobie, wypada być grzecznym dla dam:
- Pani pyta o grabki?
Czy mam?
Owszem, mam.
A nawet gdybym nie miał, to dla ślicznej pani
Gotów jestem zagrabić, co trzeba, rękami.
To zrobiło wrażenie,
Rezerwa Twa pierzchła
I szybkoś ze swej działki na mą działkę przeszła.
Zaczęła się rozmowa we dwoje,
A deux,
Że magnolie są cacy,
A nornice - be!
Że pszczoły dobrze robią jabłoniowym kwiatkom,
A dalie jak te balie udają się rzadko.
Że pryskanie korzyści daje bądź co bądź,
A bez bezpardonowo powinno się ciąć.
Tymczasem odmieniło się nieco na świecie.
Słońce z księżycem zmianę
Szybką,
Jak w sztafecie,
Zrobiły i nastała perłowa godzina,
I słowik zaczął swoje popisy w jaśminach.
Na pięć ósmych trylował
I na cztery czwarte...
A grabki?
Grabki stały sobie o drzewo oparte.
japoneczka01 - Sob 13 Gru, 2014 19:16
Jak ja się czuję
Józefa Jucha
UWAGA: Autorką wiersza "Jak ja się czuję" jest nieżyjąca już Józefa Jucha,
należąca do Koła Terenowego Polskiego Związku Niewidomych w Wadowicach,
a nie - jak mylnie podawały niektóre gazety - Wisława Szymborska.
Kiedy ktoś zapyta, jak ja się dziś czuję,
grzecznie mu odpowiadam, że "dobrze, dziękuję".
To, ze mam artretyzm, to jeszcze nie wszystko,
astma, serce mi dokucza i mówię z zadyszką,
puls słaby, krew w cholesterol bogata...
lecz dobrze się czuję, jak na moje lata.
Bez laseczki chodzić teraz już nie mogę,
choć zawsze wybieram najłatwiejszą drogę.
W nocy przez bezsenność bardzo się morduję,
ale przyjdzie ranek... i znów dobrze się czuję.
Mam zawroty głowy, pamięć "figle" płata
lecz dobrze się czuję jak na swoje lata.
Z wierszyka mojego ten sens się wywodzi,
że kiedy starość i niemoc nareszcie przychodzi,
to lepiej się zgodzić ze strzykaniem kości
i nie opowiadać o swojej starości.
Zaciskając zęby z tym losem się pogódź
i wszystkich dookoła chorobami nie nudź!
Powiadają, że starość okresem jest złotym,
i kiedy spać się kładę, zawsze myślę o tym...
"Uszy" mam w pudełku, "zęby" w wodzie studzę,
"oczy" na stoliku zanim się obudzę...
Jeszcze przed zaśnięciem ta myśl mnie nurtuje:
Czy to wszystkie są części, które się wyjmuje?"
Za czasów młodości (mówię bez przesady)
łatwe były biegi, skłony i przysiady.
W średnim wieku jeszcze tyle sił mi pozostało,
żeby bez zmęczenia przetańczyć noc całą...
A teraz na starość czasy się zmieniły,
spacerkiem do sklepu, z powrotem bez siły...
Dobra rada dla tych, którzy się starzeją
Niech zacisną zęby i z życia się śmieją.
Niech wstaną rano, "części" pozbierają,
Niech rubrykę zgonów w prasie przeczytają,
Jeśli ich nazwiska tam nie figurują,
To znaczy, że są ZDROWI I DOBRZE SIĘ CZUJĄ.
japoneczka01 - Sob 13 Gru, 2014 19:55
Bezbolesna przyszłość
Ludwik Jerzy Kern
Żeby młodym nie dobierać się do skóry,
Propozycja jest,
By w kraju znieść matury.
Ta matura tylko nerwy niszczy młodym,
Z nerwów zaś dygotki - jak wiadomo - są
I wrzody.
Jak matura zniknie, zniknie tych nerwów przyczyna,
Choć niektórzy mówią, że to wszystko raczej z papierochów
Albo z jabcanego wina.
Potem,
Kiedy matur już nie będzie,
Pomyśli się o tym,
Żeby bardziej nowocześnie serwować przedmioty.
Zamiast nocą nad książkami pochylać swe czółka,
Młodzi będą dany przedmiot Przyjmować w pigułkach.
Można by zastrzyki także zaprząc do tej roli,
Zastrzyk jednak ma tę wadę, że troszeczkę boli.
A pigułki można łykać bez trudu
Jak kluski:
Ta pigułka na algebrę,
A ta na francuski.
Na fizykę,
Która nie jest łatwa ani letka,
Przeznaczona będzie całkiem osobna tabletka.
Tym zaś, którzy będą słabsi
Lub zajęci sportem,
Więcej piguł się zapisze,
No i w wersji forte!
Jak rozróżnić w tych warunkach,
Zapytacie słusznie,
Kto jest dobrym, a kto tylko takim sobie uczniem?
Z odpowiedzią na pytanie tak ważne nie zwlekam:
Źli w kawiarniach będą siedzieć,
A dobrzy - w aptekach.
japoneczka01 - Sob 13 Gru, 2014 19:57
Dialog z pluskwą
Ludwik Jerzy Kern
W pewnym hotelu w pewnym miasteczku
Gość sobie pewien zasnął w łóżeczku.
Przedtem nastawił budzik na krześle
I zgasił lampę, prawie już we śnie.
Morfeusz puścił film w kilku seriach,
Zaczęła działać snu maszyneria.
Jakaś ulica, jakieś wybrzeże,
Siedem księżyców, kwiaty, żołnierze,
Wiersze na niebie pisze samolot,
Ktoś idzie, mówią, że Marco Polo,
Gotyckie tumy, wysokie baszty,
Tańczy fokstrota Ludwik Szesnasty,
I nagle ona, gdzieś na balkonie,
A on, snobiorca, stoi koło niej.
Miłość chce wyznać, drży już jak liść...
Gdy wtem go pluskwa zaczęła gryźć.
Nie chciał mieć luki w sennym seansie,
Gdzie go ugryzła, podrapał tam się.
"Później się zajmę z tą pluskwą walką"
Mruknął - i szybko wrócił na balkon.
Już, już sercową przeżywał mękę,
Już, już wyśnioną chwytał za rękę,
Już nawet zdążył wyszeptać "Ko..."
Gdy po raz drugi ugryzła go.
"Dosyć!" - wykrzyknął. Zapalił światło
I schwytał bydlę, co go ujadło.
Wziął ją ostrożnie w paluszki dwa:
- Tyś mnie ugryzła?
- Ja.
- Teraz mnie poznasz, teraz cię mam!
- Co mam poznawać? Ja pana znam.
Pan przecież kiedyś był tu w tym celu,
By dezynfekcję zrobić w hotelu.
Mama, co gościa gryzie za ścianą,
Opowiadała dużo o panu.
Wprost się nachwalić pana nie może.
"Cóż to za człowiek - mówi - mój Boże!
Sama poezja - mówi - sam miód!..."
Miód nie wytrzymał.
Zgniótł.
japoneczka01 - Sob 13 Gru, 2014 20:02
Jesień
Ludwik Jerzy Kern
Wiatr
Największy elektroluks świata
Wszystkie drzewa
z liści poomiatał
I baluje w pustej altanie.
Spadły liście
Posnęły wiewiórki,
Ciała drzew
Dostały gęsiej skórki,
Można sprawdzić, panowie i panie.
Uciekają z ogrodów dziewczyny,
Wjechaliśmy w hrabstwo Aspiryny,
Wjechaliśmy dość zdecydowanie.
Wszystko razem biorąc, krótka mowa:
Najpierw deszczyk,
Potem krzyż
I głowa
I w łóżeczko, panowie i panie.
A w łóżeczku
(Jeśli grypa letka)
Całkiem miło:
Książeczka,
Gazetka,
Albo słodkie kimanie-drzemanie.
Jeśli tylko radio nam nie trzeszczy
I symptomów nie ma zbyt złowieszczych,
To jest bosko, panowie i panie.
japoneczka01 - Sob 13 Gru, 2014 20:05
Męski los
Ludwik Jerzy Kern
Zostać tatusiem
Od czasu do czasu musiem.
Jesteś wolny jak ptaszę,
Co chcesz, to robisz z sobą -
I nagle w życie nasze
Wkrada się małe bobo.
I od tej chwili pan
Schodzisz na dalszy plan.
Byłeś kimś w domu,
Autorytet miałeś i władzę -
Dziś
Niepotrzebny jesteś nikomu,
A ja na to nic nie poradzę.
Nie ty jesteś ważny, lecz Ono.
Wszyscy tatusie w czymś takim toną.
Z kąta do kąta się pętasz,
Przez okno patrzysz, ziewasz,
Chciałbyś zapalić skręta...
Ani się nie waż!
Radia wesoło grają
Za ścianą u innych ludzi.
A tobie, tobie włączyć nie dają.
Bo się obudzi.
Zegar sekundy wolno cyka,
Wcześnie idziesz do łóżka.
W łazience na miejscu twego ręcznika
Wisi pieluszka.
Noc,
Która jest bogów darem,
Dla początkujących tatusiów bywa koszmarem.
Rano wstajesz, przemykasz się boczkiem,
Z męskim niesmakiem patrzysz na butelkę ze smoczkiem
I wychodzisz do pracy gdzieś blisko lub daleko,
Żeby zarobić na codzienne mleko.
japoneczka01 - Sob 13 Gru, 2014 20:07
Na plaży
Ludwik Jerzy Kern
Siedzę sobie w grajdole
w odbiorniku Opole
cały miesiąc niedzieli
dzięki morskiej kąpieli
na dodatek odpada mi mycie
Pełno wdzięcznych bobasków,
obok nich babki z piasku
takie babki to frajda nie mała
a za tymi babkami
no przypatrzcie się sami
Większe babki. Z krwi takie i ciała
Leży babka na plaży
przyrumienia się, smaży
praży nogi i tułów i ramiona
wszystko zgadza tu mi się
jak w tym starym przepisie
"Dobra babka ma być wypieczona".
japoneczka01 - Sob 13 Gru, 2014 20:14
Paprocie
Ludwik Jerzy Kern
Od wieków
W bajeczkach
Rozmaici idioci
Szukają po lasach kwiatu paproci,
A mądrzy,
Nie chwaląc się tym nikomu,
Hodują paprocie w domu.
Paproć od słońca trzyma się z dala,
Ciałka na plażach nie opala
I (w przeciwieństwie do prominentów
Z naszego ostatniego zakrętu)
Lubi przebywać w ukryciu,
W cieniu,
Co warto podkreślić na jakimś szkoleniu.
W dodatku profity mieć można z niej tęgie.
Z paproci, jak wiemy, powstał węgiel.
Zamiast kupować go gdzieś na lewo,
By chatę ogrzewać w zimie,
Własny mieć będziesz węgiel, gdy minie
Kolejny karbon
Lub dewon.
Pewien uczony, całkiem niegłupi,
Z Oksfordu
Czy może z Wrocławia,
Twierdzi, że paproć ogromnie lubi,
Kiedy się do niej przemawia.
Lubią paprocie głos pieszczotki
I rosną wręcz jak szalone -
Koniecznie powinien hodować paprotki,
Kto gadatliwą ma żonę.
japoneczka01 - Nie 14 Gru, 2014 14:15
Pierwsze dni września
Ludwik Jerzy Kern
Tajfun znów przeszedł przez stacje,
Żegnaj, beztroskie szaleństwo!
Skończyły się dzieciom wakacje,
A tatusiom - słomiane wdowieństwo.
Rozmaite zaczną się sprawy,
Przeszkody różne i dołki...
Witajcie nam, szkolne ławy!
Adieu wam, barowe stołki!
Rozrabiać już odtąd nie da się,
Będziemy siedzieć jak trusie:
Dzieci, naturalnie, w klasie,
A w domu, naturalnie, tatusie.
No i spoważnieć musimy,
Przestać udawać wariata -
I byle tylko do zimy!
A potem byle do lata!
Z początku nie będzie im letko,
Gdy siądą przy stole razem,
Tatuś ze swoją gazetką
I dziecię z elementarzem.
Tęsknota głowy omota,
Tatuś grunwalda zapali,
I słysząc: - Ala ma kota,
Pomyśli:
"Ale był kot z tej Ali..."
japoneczka01 - Nie 14 Gru, 2014 14:17
Przyszywanie guzika
Ludwik Jerzy Kern
Przyszywanie guzika
To przyjemność jest dzika,
Zwłaszcza dla stuprocentowego mężczyzny.
Przyszywa, a potem cały
Wygląda jak z pola chwały,
Nic tylko rany na nim
I blizny.
Męczy się przy tym,
Stęka,
Z wysiłku mdleje mu ręka
I dziwne esy floresy wyczynia jego dłoń.
Żaden wódz,
Żaden marszałek
Nie wpadł jak dotąd na ten kawałek,
Że igła w ręku mężczyzny
To taka groźna broń.
W związku z tym myśl nachalna,
Prosta, a jakże genialna,
Po moim mózgu skika,
Żeby mężczyzn,
Zwłaszcza żonatych,
(Mniej zamożnych można na raty),
Ubezpieczać od przyszywania guzika.
japoneczka01 - Nie 14 Gru, 2014 14:19
R
Ludwik Jerzy Kern
Jeśli tylko masz defekt wymowy,
Jeśli twoje "r" zamiast warczeć
Ma ten koszmarny wydźwięk nosowogardłowy,
Jeśli mówisz bezbłędnie:
"Czahrna khrowa w khropki bohrdo
Ghryzła thrawę khręcąc mohrdą...",
Jeśli ludzie żarciki robią sobie z tego twego "ehr",
To błagam cię, nie szalej
I nie rozpaczaj, mon cher!
Nie hrwij włosów,
Nie bij głową o ścianę,
Nie wybiegaj z domu w piżamie nad hranem,
Nie odkhręcaj przypadkiem gazu, człowieku,
Nie skacz do Wisły,
Ani do innego cieku,
Nie zażywaj pigułek pod wpływem fhrusthracji,
Nie rzucaj się pod koła byle pociągu na stacji,
A nade wszystko, miły hradzę szczerze ja ci,
Nie hrób nic w tym kiehrunku,
Żeby to "ehr" sthracić.
Wphrost przeciwnie, ty hołub,
Ty pielęgnuj je,
To "ehr" jeszcze w przyszłości może żywić cię.
W Telewizji na przykład
Od Nysy do Buga
Takim "ehr" nas częstuje co dhrugi lub dhruga.
Z tego wniosek, że dzieckiem nie będąc Fhrancuza i Dunki,
Ty masz także po temu wahrunki.
japoneczka01 - Nie 14 Gru, 2014 14:20
Samochód ma sto lat
Ludwik Jerzy Kern
Sto lat temu, proszę państwa,
wręcz cudownie nam się żyło.
Nic nam pod oknami nie smrodziło,
Nie trąbiło,
Nie goniło nas po jezdniach,
Nie trącało, Boże broń,
A jeżeli, to najwyżej - koń.
Sto lat temu, proszę państwa,
nie mieliśmy żadnych stresów.
Nikt nikomu nie zazdrościł Fiatów,
Mazd,
Czy Mercedesów.
Nikt nie wiedział jeszcze wtedy,
że to będzie taki szał
I badylarz nawet nie miał BMW
Lecz zwykły ręczny wózek pchał.
Sto lat temu, proszę państwa, nie znaliśmy wielu słówek,
Które teraz zna dokładnie byle jołop,
Byle debil
Czy półgłówek
Gdyby ktoś powiedział "gaźnik" - to to byłby wtedy szok
I "cylinder" znaczył całkiem coś innego wówczas,
Tak, jak co innego znaczył także - "tłok".
Sto lat temu, proszę państwa, absolutnie nie istniało,
Żeby jadąc sobie drogą nagle gumę się łapało.
A my dzisiaj doświadczamy
Stale
Tych współczesnych plag.
Zwłaszcza, kiedy nam się bardzo spieszy
Lub, gdy nam rezerwy w bagażniku brak.
Sto lat temu, proszę państwa, każdy całą noc spał ładnie.
Nie drżał bowiem, że spod domu
Ktoś pojezdkę mu ukradnie.
Z objęć żony nie uciekał,
Żeby w ciemnym oknie stać...
A dziś to w powszechnej modzie!
Dzięki tobie, samochodzie,
Ludzkość nigdy już nie będzie tak spokojnie spać.
japoneczka01 - Nie 14 Gru, 2014 14:21
Śmierć w kręgu rodziny
Ludwik Jerzy Kern
Jest cicha wieczorowa pora.
Siedzimy całą rodziną frontem do telewizora.
Dziadkowie,
Rodzice,
Synowie,
Córki,
A na ekranie same wybiórki.
To znaczy tacy panowie i panie,
Co są specjalnie wybrani, żeby nas bawić na małym ekranie.
Wieczór taki spokojny,
Milutka atmosfera,
I tu ni stąd, ni zowąd czuję, cholera,
Że coś umiera.
Patrzę na dziadka,
Co zjadł przed chwilą sześć pączków firmy Blikle,
Czy dziadek się czasem nie kończy?
Nie, dziadek jest wesolutki
Jak zwykle.
Jedna babcia różowa,
Druga babcia różowa,
Uśmiechnięta synowa,
Pełna werwy teściowa,
Wszystkie wnuki w porządku,
W porządku ciocia Mila,
Która (widać w półmroku) pepsi z rumem właśnie wychyla.
Na koniec wzrok mój trafia na postać wuja Zdzicha...
Ale on przysnął tylko.
Dycha.
A jednak nie mogę się pozbyć dziwnego niepokoju,
Bo czuję,
Wyraźnie czuję,
Ze coś umiera w tej chwili i to tu, w tym pokoju.
Jeszcze raz przeskakuję wzrokiem od głowy do głowy
I nagle wiem, co umiera.
To umiera piękna sztuka rozmowy.
japoneczka01 - Wto 16 Gru, 2014 18:11
W sercu prawdziwego mężczyzny
Ludwik Jerzy Kern
W męskim sercu,
Jak w starej szufladzie,
Różne rzeczy znajdziecie na składzie.
Przez dni pogodne idąc,
Przez burze i grady,
Mężczyzna wszystko wrzuca do owej szuflady.
Jest tam naturalnie miłość do dzieci i żony,
Obok - kilka kobiecych imion
(Zazwyczaj dobrze już przykurzonych),
Niechęć do szefa (z zasady),
Zadry duże
I zadry małe,
Postanowienie (remanent z dzieciństwa),
Że będzie się generałem,
Planów w rozmaitych skalach
I z rozmaitych etapów - bez liku,
Marzenie: żeby tak raz, cholera,
Dostać na rękę trzynaście pików!
Strzępy wierszy,
Jakieś coś tam ten tego w czyjejś twarzy dołki
I zapach białej sukni przybranej w fiołki...
I wściekłość,
Że przedwczoraj znów wstrzymali premię,
I film z pogrzebu ojca, co zmarł na uremię,
Obok jakaś rozróbka,
Podróż,
Obszerne podwórze,
Na nim grupa wyrostków.
Kto to?
To my po maturze.
Jeszcze trochę widoków zebranych po świecie,
Wspomnienia,
Pragnienia
I inne rupiecie.
Na przedzie jednak
W pierwszym, że tak powiem, rzędzie
Stoi jedenaście postaci.
Któż to taki będzie?
Ubrani dziwnie,
Czółka ich niziutkie, tycie,
A przecież sam ich widok wzbudza serca bicie.
Oni to złych i dobrych nastrojów przyczyna,
Dzięki nim się raduje,
Przez nich się urzyna.
Wiecie już? Właśnie! Właśnie!
To jego ulubiona piłkarska drużyna.
japoneczka01 - Wto 16 Gru, 2014 18:13
Wojna płci
Ludwik Jerzy Kern
Ta wojna ciągnie się, moiściewy,
Już od Adama i od Ewy
Kto pierwszy zaczął?
Z tym jest krewa.
Nie wiem, choć sprawę dawno badam.
Adamy mowią mi, że Ewa,
Ewy zaś twierdzą, że to Adam...
Mniejsza, kto winien, E czy A
Dość na tym, że ta wojna trwa.
Przez wieki ciągnie się bez końca,
Przez całe noce,
Całe dnie -
W potokach deszczu,
W blasku słońca
Walczą ze sobą obie płcie.
Czasem się toczy bój na uszko,
Czasem na cały dom wybuchnie -
A front przebiega przez stół,
Przez łóżko,
A nawet przez ślepą kuchnię.
W czasie potyczki
(Zwłaszcza żonie)
Wpadają w ręce różne bronie.
Nie żadne tam rakiety zdalne,
Nie, bronie bardziej konwencjonalne,
Wypróbowane przez wieki całe
I niezawodne
Jak szczotka lub wałek.
Potem zazwyczaj rozejm bywa,
Ale to nie trwa nigdy długo,
Bo w płciach się ciągle chęć odzywa,
By zwalczać jedna drugą.
A jednak patrząc na bitwy pole
Aż serce się w człowieku kraje,
Ilu Adamów wciąż idzie w niewolę,
Ile Ew się bez walki poddaje!
Inaczej, owoce tego cassus belli,
Skąd byśmy się na świecie wzięłli?
japoneczka01 - Wto 16 Gru, 2014 18:14
Zapolemizujmy
Ludwik Jerzy Kern
Toniemy w słów powodzi,
Toniemy w powodzi słów -
Jakże często wzbudza mój podziw
To, co przez usta ludziom wychodzi
Z głów.
Te wszystkie wdzięczne ple-ple,
Te cudne gadu-gadu,
Te kwiatki, które co dzień włączają się w mowobieg.
I słyszę, że gdzieś wzrosło ZAMASZYNOWIENIE ZAKŁADU
Przy jednoczesnym SPADKU DZIETNOŚCI POLSKICH KOBIET.
Za chwilę słucham wywodów
Prowincjonalnej klępy,
Że mają OSTRY DEFICYT...
Ostry?
A czemu nie tępy?
Potem pewien właściciel
Upierścienionej ręki
Zapewnia mnie, że jego koleś
PRAWIDŁOWO ZAFRAZOWAŁ TREŚĆ PIOSENKI...
Wyłączyłem w domu wszystko to, co grało,
Ale radio u sąsiada jest na piętrze,
I to radio mnie przez sufit przekonało,
Że USPRZĘTOWIENIE MAMY CORAZ WIĘKSZE.
I co z tego, że ja zatkam sobie uszy,
Że swe palce aż do bólu będę gryzł ja,
Kiedy dźwięczy mi od środka,
Wewnątrz duszy,
Fakt, że gdzieś ZARZUTOWAŁA JUŻ DECYZJA.
A w dodatku kaloryfer mi nawala,
"Palacz - myślę - pijak, nicpoń, kawał drania".
Ale nie,
Komisja zjawia się,
Ustala,
Że to CZYNNIK GRZEJNY NIE STANĄŁ
NA WYSOKOŚCI ZADANIA!
japoneczka01 - Wto 16 Gru, 2014 18:21
Jeśliś durny - idź do urny
Choć lekarzem ja nie jestem
I nic nie mam ze znachora
To ja widzę, że ma Polska
Jest naprawdę ciężko chora.
Dziwny wirus atakuje
W ludziach geny uczciwości
Geny prawdy i honoru
Oraz gen przyzwoitości.
Wszędzie szwindle i przekręty
Co dnia skandal i afera
A rodakom włos się jeży
I w kieszeni nóż otwiera.
Najciekawsze, że mistrzami
Wszystkich tych niegodziwości
Są dziś ludzie, którzy winni
Być ostoją moralności.
Pamiętamy, kiedy w Sejmie
Powołując się na Boga
Każdy z nich zapewniał naród
Jak to mu Ojczyzna droga.
Jak to będzie z całej siły
Kosztem własnych przyjemności
Bronił zasad konstytucji
Prawa i praworządności.
Co niektórym treść przysięgi
Nie jest łatwo wcielić w życie
Patrząc choćby na Hofmana
Jak zachował się w Madrycie.
Mało, że w publicznym miejscu
Wódy nachlał się kanalia
To buc z dumą i z fantazją
Wyjął z gaci genitalia.
W czasie owej prezentacji
Gapiów się zebrała zgraja
Skandująca po hiszpańsku
Brawo Adaś! Ale jaja!
Gdyby nie dość szybki refleks
Jego lekko wciętej żony
To by hultaj spodnie ściągnął
I z gaciami kalesony.
Jak tu dumnym nie być z posła
I go chłostać wyzwiskami
Kiedy chłop to europejski
Z wielką klasą i jajami.
Nie wiem tylko z jakiej racji
Za ten występ, lot i trunek
Ma się złożyć solidarnie
Cała Polska na rachunek?
Za te wszystkie nadużycia
Za te kanty i skandale
Kreatury już od dawna
Gnić powinny w kryminale.
W kraju, gdzie do pierdla idzie
Chory chłopiec za batona
Toleruje się oszustwa
I przekręty w milionach.
Chciałem wybrać się w niedzielę
Z mą rodzinką na wybory
Ale dziś się zastanawiam
Czy to ja nie jestem chory?
Czy naprawdę chcę przy urnie
Być znów jednym z naiwniaków
I świadomie błogosławić
Hipokrytów i cwaniaków?
Autor: Custani, 13 listopada 2014
japoneczka01 - Sob 20 Gru, 2014 18:10
Autor Cezaryna
Mieszkanko z PRL-u.z cyklu...
Na ścianie słomianka
w pokoju wisiała
musztardowa szklanka
na kredensie stała
a w kuchni makatki
ręcznie haftowane
słoneczniki kwiatki
wiadra cynkowane
barwną kapą wersalka
od święta przykryta
adapter bambino
winilowa płyta
na wysoki połysk
półki i regały
kryształy w segmencie
równo sobie stały
zegarek z kukułką
w miejscu honorowym
oraz tapczan z półką
obrus szydełkowy
na stole cerata
i poczciwa Frania
do sufitu fikus
to dawne mieszkania.
japoneczka01 - Sob 20 Gru, 2014 18:13
Autor: Wróbel
/życie nie jest bajką/
Nie trzeba uczyć panów i panie
co to takiego molestowanie.
Tyle się mówi na te tematy,
lecz się nie dowiesz od mamy, taty.
Molestowanie kwitnie wokoło,
choć tego wcale nie uczy szkoła.
Molestowanie to jest zjawisko,
któremu warto przyjrzeć się z bliska.
Jaka być może tego przyczyna?
Jedno jest pewne, że to dziewczyna.
Ładna czy brzydka, nie ważne jaka,
każda dziewczyna warta buziaka.
Wszyscy molestują jak wynika:
szef sekretarkę, kapłan kleryka,
profesor studentkę molestuje,
gdy celnik złodziejkę obmacuje.
Tak samo lekarz gdy chorą bada,
tam, gdzie nie trzeba swą rękę wkłada.
Kucharz kucharkę też molestuje,
gdy patrząc w oczy zupę smakuje.
Bez zalecania byłaby bieda,
naprawdę bez tego żyć się nie da.
Już tak to jest i nic się nie zmieni,
bo wszyscy z tego zadowoleni.
Czasem się zdarzy przykry incydent,
gdy sekretarkę głuszy prezydent.
Dziewczynie wcale to nie przeszkadza.
gdy za biustonosz pcha rękę władza.
Lecz kiedy ma się już dosyć dziada?,
teraz pod sąd go, niech odpowiada.
Bo oprócz seksu, wielu podarków,
trzeba wyłudzić z milion dolarów.
No i z przerwami proces się toczy,
cała opinia przeciera oczy.
Nikt nie chce wierzyć, że to prezydent
wywołał cały, głupi incydent.
Aby unikną, podobnych wpadek,
uważaj kogo trzymasz za zadek.
Lecz póki co panowie panie,
wciąż będzie istnieć molestowanie.
japoneczka01 - Sob 20 Gru, 2014 18:30
JOANNA ŚWIDERSKA
WIZERUNEK
Biegnie paniusia z rozwianym włosem,
bo psa wyprowadzić musi.
Robi to wcześnie, by w takim stanie
nikt nie zobaczył paniusi…
Szybka i czujna, biegnie skulona,
czemu jest taka ostrożna?
- Bez koafiury i makijażu
i tak jej poznać nie można…
Ale paniusia nic o tym nie wie
- wciąż pielęgnuje złudzenia,
a wizerunek w jej przekonaniu
jest tym co ma wciąż do stracenia…
…Raz taki jeden zapukał nocą,
a przecież tak nie wypada,
kiedy kobieta całkiem saute,
więc nie wpuściła dziada…
I choć żałowała potem długo
- nocami łkała, tęskniła,
wie, że gdyby ją wtedy zobaczył,
to też by go utraciła…
…A teraz często myśli o śmierci:
z wieczora przyjdzie czy z rana?
- Nie da się wrednej suce zaskoczyć
…spać będzie umalowana!
|
|
|