miejsce spotkań miłośników robótek ręcznych wszelkich i nie tylko...
Koty - Anielska cierpliwość Dyzia
maranta - Nie 16 Sty, 2011 21:00 Temat postu: Anielska cierpliwość DyziaWłasnych robótek ostatnio nie fotografuję, ale temu co się działo kilka dni temu w moim wyrku nie mogłam się oprzeć.
Zobaczcie sami.
Miejsce akcji- moje łóżko.
Bohaterowie- mój Dyzio i jego ogon oraz... efekt chwilowo otwartych drzwi na podwórko w postaci tego czegoś co wpadło i wskoczyło mi do wyra. To coś to bezpański kociak.
Wołam na niego Tymi - Tymianek albo Tymon - Ancymon. W każdym razie niezłe ziółko.
calicja - Nie 16 Sty, 2011 22:42 Temat postu: Re: Anielska cierpliwość Dyzia
maranta napisał/a:
Bohaterowie- mój Dyzio i jego ogon oraz... efekt chwilowo otwartych drzwi na podwórko w postaci tego czegoś co wpadło i wskoczyło mi do wyra.
Ale wskoczyło i zostało?
Piękny jest, słodziak do kwadratu. Oba cudne .
Spojrzenie Dyzia na końcu .... mówi wszystko HAHAHAciapara - Nie 16 Sty, 2011 23:34 Chciałabym miec taka anielska cierpliwosc jak ma Twój kotek Dyzio ... istny stoik z niego Sal - Pon 17 Sty, 2011 08:14 Moj Dyzio jest bury i rownie cierpliwy. Nieraz Ptys dluuugo musi mu przeszkadzac, by ten zechcial go zdzielic lapa .
Czyzby ta cierpliwosc wiazala sie z imieniem? .
Cudne masz futra! Grazka15 - Pon 17 Sty, 2011 10:44 Śliczności, co więcej pisać.Paddington - Pon 17 Sty, 2011 11:31 cudny filmik! Ubawiłam się przednio, ale moje kociaki uznały, że nic w tym niezwykłego i wskoczyły na swój drapak przed końcem ekspozycji. Cudne kociaki!
Radosne MIAU dla nichania_b - Pon 17 Sty, 2011 13:53 Taki film na rozjaśnienie pochmurnego (nie tylko za oknem) dnia. Dzięki niemu można spojrzeć na niektóre sprawy w innym świetle, ucząc się od Dyzia. Słiiiitaśny, jak mówi młodzież.Madzia - Pon 17 Sty, 2011 18:49 Aniu, ale jakiż on piękny!!!!!!!!!!! Już się zakochałam!
Często tak odwiedza?Haniutka - Pon 17 Sty, 2011 21:23 Cudne! Obydwa
A czy Dyzio przypadkiem nie rozdaje tej cierpliwości? Mojej Zuzi bardzo by się przydała we wspólnym życiu z Inką gosias - Pon 17 Sty, 2011 21:34 Świetne "Wpadnięty" kotek, to identylko jak moja Zuza Podziwiam Dyzia za spokój... Bardzo zrównoważony kotek maranta - Pon 17 Sty, 2011 22:23 Dyzio dziękuje
Faktycznie, jest zrównoważony i spokojny pomimo, że jeszcze nie stracił pomponów spod ogona, jak go ich pozbawimy, to będzie d... do kwadratu a nie kot
Ma dobre serducho, choć uwielbia jeść, to zawsze jakiemuś głodniejszemu kumplowi, który wpadnie na chwilę, miski ustąpi.
Madzia napisał/a:
Często tak odwiedza?
Teraz, to już gdy tylko szparkę w drzwiach zobaczy, to wpada.
Nie tylko on... kiedyś do wyrka trójka mi wpadła- Penelopa, Zorinka i Generał Pupczyk plus dodatkowo mój Dyzio.
Ot, kototerapia
Jedynie moja pieszczocha Kizia mówi- co ta cała chołota tu w domu robi? To już ja wam nie wystarczam? Ja tu jestem super kotem, jedynym i wszystkie głaski i całusy dla mnie.
No, ale Kizia, to Kizia... to już inny gatunek
Tu za Kizią jej biedna bliźniaczka Mizia (została otruta...)
No i Kiziuta w całej rozciągłości
Fotki trochę starsze, ale Kiźka nic się nie zmieniła- ani wygląd, ani charakter, ta sama zawsze gotowa do działania (akuszerka- sama odebrała od siostry cały poród, czuwała cały czas, gdyby nie ona musiał by interweniować weterynarz, który był pod telefonem- Kizia spisała się na medal).calicja - Pon 17 Sty, 2011 23:55 Sorki ...... ale niech się powiesi ten co Mizię otruł.
Moze takie wyroki - wiezienie bez zawieszenia coś zmienią w mentalności debili co zwierzęta maltretują
http://wiadomosci.gazeta....abicie_psa.html
A Koty cudne - ja bym tego małego od Dyzia adoptowała chyba Madzia - Wto 18 Sty, 2011 18:48 Aniu bardzo nas (mnie i męża) zaintrygował ten odebrany poród. Możesz opowiedzieć tę historię?
Świetne to ostatnie zdjęcie Kizi.
Generał Pupczyk???????????maranta - Wto 18 Sty, 2011 21:35 Madziu, o Mizi mogłabym godzinami gadać, to był niesamowity kot, ambitna i mądra. Wszystko musiała przemyśleć. Byłą słabsza od Kizi. Kizi wszystko przychodzi łatwo. Mizia obserwowała i tak długo ćwiczyła, aż zrobiła to co chciała lepiej od siostry.
Kizia działa szybko, niby nie myśli, ale w sytuacjach, gdy trzeba zadziałać nagle, to dział prawidłowo.
Najpierw opowiem jak było z małą Colą- suczką (imię Cola miała jak już do nas przybyła, jej matka, to Fanta).
Pewnego razu patrzymy a Cola leży i nie reaguje ani na wołanie, ani na dotykanie.
Myśleliśmy najpierw, ze zasnęła. Ale dobudzić za nic nie mogliśmy.
Mama wzięła sunię na ręce i położyła na tapczan, próbowałą masować.
Cola- żadnej reakcji, jak nieprzytomna. Mama już zaczęła płakać, że młoda psina a chyba zdycha.
Wtem przybiegła Kizia. Wsparła się na dwóch łapach na tapczanie i zaczęła Coli mordę obwąchiwać, nagle ni z tego ni z owego wzięła zamach jedną łapą i pac Colę w mordę (nigdy Coli nie biła, bardzo się lubiły), na to pies nagle jakby ją jakiś prąd przeszedł otrzepała się i zerwała na wszystkie łapy i zdziwiona rozejrzałą co się dzieje... a Kiźka z jakimś chytrym i zadumanym półuśmieszkiem na pysku odeszła w kąt pokoju i zadowolona się przyglądała.
To była udana reanimacja. Nie wiem co Coli było, może tak twardy, dziwny sen szczeniaka, ale ani masaże ani potrząsanie, ani wołanie nic nie dawały, dopiero łapa Kizi i walnięcie prosto w psi nos odniosły skutek
Poród Mizi, to był cyrk.
Kizia miała wtedy swoją dwójkę- Figę i Daktyla. Miesięczne kociaki.
Teraz skopiuję to, co wtedy pisałam-
29.03.2005, wieczorem Mizia poczuła pierwsze bóle, zrobiła się niespokojna.
Przyszła do mojego łóżka i tak jak jej siostra chciała rodzić pod kołdrą. Delikatnie jej to wyperswadowałam.
Bóle jakoś minęły i Miziulka poszła do koszyka Kizi, wtuliła się w siostrę i jej maluchy.
Tak przetrwały do rana.
Za to rano zaczął się cyrk. Mizia oznajmiła wszem i wobec, że urodziła już maluchy i dumna pokazała nam... dzieci Kizi. Karmiła je przykładnie, opiekowała się jak matka.
Problem w tym, że zaczęła je traktować jak noworodki, a Figa i Daktyl mają już ciut ponad miesiąc...
Gdy wyskakiwały z koszyka, Mizia natychmiast przynosiła je z powrotem.
Kizia patrzyła na ten cyrk lekko ogłupiała, ale nic siostrze nie mówiła.
Myślałam już, że cała ta ciąża Mizi jest urojona. Jednak kotka była za gruba i za ciężka jak na urojoną ciążę. Po konsultacji z weterynarzem postanowiliśmy jeszcze poczekać. Lekarz miał przyjechać koło 15.00 gdyby nie rozpoczął się normalny poród.
Tym czasem bóle wróciły i jak widać na poniższej fotce Mizia wtuliła się mocno w siostrę...
Na pięć minut przed godziną 15.00, Mizia urodziła pierwszego kociaczka. Lekarz już nie musiał przyjeżdżać, jednak był na wszelki wypadek pod telefonem.
Poród w całości odebrała Kizia. Myła siostrę, wyczyściła wszystkie kocięta, przegryzła pępowiny i pozjadała łożyska.
Mizia nie robiła kompletnie nic, poza rodzeniem, oczywiście... Była bardzo słaba i siostra to widziała. Zajęła się fachowo wszystkim. Zasłużyła na medal.
Kizia w tym okresie miała już miesięczne dzieci, więc dokarmiała je a w wolnych chwilach leciała na podwórko, bo kocha ogród o każdej porze roku. W ten dzień nie wyszła ani razu.
Mizię z koszem wzięłam do siebie, Kizia z maluchami też przyszła do mnie i calutki dzień spędziła na dywanie koło Miziowego koszyka.
Pilnowała swojej dwójki, bawiła się z nimi, ale nasłuchiwała.
Gdy Mizia zaczynała dyszeć, Kizia momentalnie wskakiwała do kosza, zaglądała Mizi pod ogon i lizała lekko i czekała, gdy pojawiało się maleństwo odgryzała pępowinę, myła malucha delikatnie, brała w pyszczek i przykładała Mizi do dydka, potem wracała pod ogon i czekała na łożysko, które od razu zjadała i dalje brała się za podmywanie siostry. Wyskakiwała z koszyka na dywan i czekała na kolejny ciężki oddec siostry.
Tak było pięć razy. Po piątym porodzie, jakoś łożysko nie cciało wyjść, Kizia lizała siostrze pupę i tym razem gdy się pojawiło, to lekko pociągnęła, ale widać było, ze delikatnie.
Po tym piątym dziecku Kizia WIEDZIAŁA, że to już koniec! Skąd??? Jakim cudem???
Zareagowała inaczej. Nie wyszła z kosza, zaczęła myć siostrze pyszczek i na koniec dumna położyła się w koszu obok Mizi i pięcioraczków.
Moja mama uwielbia te zdjęcia-
Kizia i Mizia, pomiędzy pięcioraczki a nad głowami Figa i Daktyl
Generał Pupczyk noooo jest taki osobnik O nim opowiem później, żeby nie przedobrzyć
Jeszcze dopiszę, że mam gdzieś filmiki z tego porodu.
Aha, żeby nie było, że biednej położnicy ciasno w koszu, faktycznie napchało ich się tam, ale potem jak Kizia wychodziła, to Mizia ją wołała.
Figa i Daktyl zachowywały się wyjątkowo grzecznie w ten dzień a przez cały poród Kizia im nie pozwalała zbliżyć się do kosza siostry.
Tak w ogóle, to Kizia miała własny koszyk Madzia - Wto 18 Sty, 2011 22:50 To chyba najbardziej niesamowita kocia historia jaką słyszałam. Jakie niesamowite potrafią być te kociska!calicja - Śro 19 Sty, 2011 00:39 Niebywałe.
A jak Kizia zniosła brak Mizi?Grazka15 - Śro 19 Sty, 2011 14:41 maranta, ależ opowieść, aż zapiera dech. I jak mozna było otruć taką miłą koteczkę No tak a wyczynach naszych kotków można by opowiadać bez końca.ola160307 - Śro 19 Sty, 2011 16:13 Historia niesamowita,ale tak to jest z naszymi zwierzakami,sama kiedys mialam w domu 2 koty i 3 psy,zyly w niesamowitej zgodzie tego byly nauczone i wiem,ze wszystkie zwierzaki sa bardzo madre.ida - Śro 19 Sty, 2011 22:50 Piękna historia i co za fantasyczna więź między kocimi siostrami! Nigdy o czymś podobnym nie słyszałam. A zdjęcia tylko potegują wrażenia po przeczytaniu Twojej opowieści. Wszystko razem; zaskakujące i wzruszające.Gośka - Pią 21 Sty, 2011 12:10 Koty są rewelacyjne