To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
RękoDzielni - Forum u Maranty

miejsce spotkań miłośników robótek ręcznych wszelkich
i nie tylko...

Humor - Czy to jest śmieszne...

maranta - Śro 09 Lis, 2005 19:38
Temat postu: Czy to jest śmieszne...
Hmm, przeglądałam stare szpargały. Natknęłam się na moją książeczkę oszczędnościową. Założył mi ją mój chrzestny z okazji mojego przyjęcia w 1977 roku.
Pierwszy tysiąc pochodził od niego.
W tym czasie za 1000zł mogłam kupić równo... 500 ciastek, takich zwykłych w ciastkarni.
Drugi tysiąc dostałam od babci. Później ciułałam sama, mniej lub bardziej regularnie. Wpłacałam, po kilkadziesiąt, kilkaset złotych.
Wpłat zaprzestałam w 1985r. Później już leciały same procenty.
Uzbierałam w sumie ładną sumkę- 113.500zł. Czyli mogłabym za to dostać prawie 57 tysięcy ciastek Twisted Evil

Nagle zrobiły się fajne czasy, ceny skoczyły, zarobki jako tako również (przynajmniej początkowo), z mojej renty liczonej w setkach zrobiła się nagle renta liczona w milionach, stało się to- jak większość pewnie pamięta- w bardzo krótkim czasie.
Na książeczce pozostało te nieszczęsne 113 tysięcy, co już było ułamkiem mojej renty za jeden miesiąc Evil or Very Mad

Później przyszła denominacja, obcięto nam po 4 zera szalony
Po tej operacji zostało mi 11zł 35gr... rety
Po kolejnym oprocentowaniu mam teraz- 15zł 75gr
Moje pytanie brzmi... ile teraz ciastek za tę sumę dostanę hmmm

Jeśli ktoś nie wierzy, to cyknęłam fotki całej książeczki, wszystkich oszczędności. Książeczka ma teraz 28 lat...

Anna B. - Śro 09 Lis, 2005 19:44

I śmieszno, i straszno. hmm

Ja też miałam taką książeczkę. Jak mi ją zakładano, to obliczono, że jak będę miala 18 lat, to będę miała uzbierane na kompletne umeblowanie mieszkania. Jak już się doczekałam tych 18 lat, to kupiłam sobie kołdrę. Taką zwykłą, nie puchową. Twisted Evil

maranta - Śro 09 Lis, 2005 19:46

Teraz jeszcze kolejne wariactwo, którego nie rozumiem...
Wczoraj byłam u lekarza. Po raz pierwszy (i mam nadzieję ostatni) w poradni onkologicznej.
Szczęka mi opadła do zimi, gdy przy zakładaniu mi karty rejestratorka spytała jakie jest moje wykształcenie...
Wpisała tę informację wielkimi literami na kopercie, obok imienia, nazwiska i adresu...
Po co im moje wykształcenie???
Już prędzej bym zrozumiała pytanie o zasobność portfela lub stan konta bankowego. To by jeszcze jakoś dało się wytłumaczyć, wiedzieliby komu jakie leki przepisywać, komu jakie badania, kogo na co stać... wiem, wiem, mam wisielczy humor Twisted Evil

Niech mnie ktoś oświeci, po co im informacja na temat wykształcenia.
Może tych z wyższym warto leczyć, a z podstawowym już nie ma sensu... Rolling Eyes

Don Emilio - Śro 09 Lis, 2005 20:18

maranta napisał/a:
jakie jest moje wykształcenie...



i na karcie rejstracyjnej wpisała Ci --->> Prof. zw. dr hab. inż Maranta

Anna B. - Śro 09 Lis, 2005 20:21

Laughing Laughing Laughing A może to tylko po to, żeby lekarz wiedział, jak tlumaczyć dawkowanie? Łopatą albo jenteligentnie? Mr. Green
barbara 1 - Śro 09 Lis, 2005 20:22

O ja cie kręce.Nasz specjalista wrescie sie odezwał po bardzo długiej przerwie. :komp:
Don Emilio - Śro 09 Lis, 2005 20:29

barbara 1 napisał/a:
długiej przerwie.



To była klasyczna przerwa na papierosa.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group