Koty - strata
belisa - Wto 25 Lip, 2006 09:58 Temat postu: strata Witam wszystkich,
właściwie pisze chyba tylko po to żeby sobie troszkę ulżyć..w ostatnią sobotę straciłam mojego kociaka..miał tylko niespełna 4 m-ce, u mnie był prawie trzy..ale zdążyłam się z nim bardzo związać emocjonalnie..dwa tygodnie temu nagle zachorował..i od tamtej pory były już tylko codzienne wizyty u weterynarza..były dni poprawy kiedy myśleliśmy wszyscy że w końcu się odwróciło w tą dobrą stronę..a tu...jest mi strasznie smutno i właściwie może niektóre osoby stwierdzą, że nieadekwatnie do sytuacji..ale bardzo mi go brakuje..jakoś tak pusto się zrobiło w domu...troszkę to wredne odezwać się na forum tylko po to żeby podzielić się bólem po stracie..ale czytam wasze posty i widzę że wiele osób traktuję swoje koty podobnie jak my naszego kociaka..a mnie po prostu ciężko się z tym uporać..nie oczekuje chyba współczucia tylko troszkę zrozumienia..nie chcę męczyć domowników moim smutkiem..oni tez przeżyli stratę, ale Figaro był przede wszystkim mój..i ja znoszę to najgorzej...
Pani Mama - Wto 25 Lip, 2006 10:04
wiem co czujesz kiedyś mojego kotka przejechał samochód i wbrew wszystkim sprzeciwom że znowu sie przywiąze bardzo szukałam od razu kotka i dostałam czrną kotkę zresztą u mnie zawsze czarne koty są i jest już trzyla na ulice nie wychodzi a teraz ma malego rozrabiake dla którego też szukam domu więc jak mogę coś ci poradzić to naprawde drugi kotek a o tym nie zapominaj
belisa - Wto 25 Lip, 2006 10:09
dzięki
pewnie z czasem wezmę kolejnego..ale chyba jeszcze nie teraz..Figaro był łaciaty czarno biały jedno ślepko na białym drugie na czarnym tle:)
koleżanka ok, której go miałam ma jeszcze jego siostrę i też mnie namawia żebym ją przygarneła ale ja nie jestem gotowa tak szybko na kolejnego kociaka..może na jesieni..znów będą maleństwa..
ostatek7 - Czw 27 Lip, 2006 11:59
belisa, bierz szybko następnego kociaka. Lekarstwem na miłość może być tylko następna miłość. Przecież nie zdradzisz Figarka, miłości wystarczy Ci dla kotów dwóch... a pustka będzie łatwiejsza do zniesienia.
Od 2-3 lat koty chorują w całej Polsce. Zaprzyjaźniony weterynarz mówi, że to jest "koci katar". Choroba straszna. Ropna angina u człowieka to mięta z bobem w porównaniu z kocim katarem. Małe kociaki przeważnie nie przeżywają. Kot nie może jeść, oddychać, ropa wycieka z nosa i oczu... potworność... Znajomy poradził mi "dotur" - antybiotyk. Większość delikwentów muszę karmić doturem (rozpuszczonym w wodzie) strzykawką, ale od ub.r. przeżyły wszystkie moje i sąsiedzkie. Kocice przynosiły z okolicy zasmarkane maluchy, kładły pod nogi i wołały o ratunek. Co było robić... maluchy nie umiały jeszcze jeść, a moje kociczki miały serca wielkie, ale biusty puste. Karmiliśmy strzykawkami kozim mlekiem... Jedna odratowana jest do tej pory u nas. Niestety, jednego oka nie dało się uratować. Ale jest tak strasznie kochana... Tydzień temu urodziła zdrowego jedynaka...
Belisa, nie płacz już... leć po następnegp kotynka... :calusek:
tanusia - Czw 27 Lip, 2006 14:16
Belisa posłuchaj dobrych rad i lec po nastepnego kociaczka...wiem jak brakuje tego cudownego ciepelka(nawet w tak upalne lato). W ubiegłym roku gdy przeprwadziłam się do Cżęstochowy jedna z moich kotków poszła sobie na wieczorna randke...nie wróciła...szukałam i znalazłam na szczescie po 4 miesiącach...
teraz jest z nami - ale swoje przezyla...(miała nawet śrut w brzuchu).
wiem,ze moj smutek mial swoja radosc i Ty zasłuzyłas na odrobinke uśmiechu- wiec maszeruj po koteczka i kochaj go mocno!!
belisa - Pią 28 Lip, 2006 08:15
dziękuję wam słowa otuchy..i pewnie macie racje..sądzę, że przygarnę jakiegoś malucha na jesień jak tylko skończę remont, będę miała swój własny kącik i będzie w nim sporo miejsca dla takiego ciekawskiego stworzenia:)
belisa - Czw 03 Sie, 2006 13:37
chyba w końcu wiem na co tak naprawdę zachorował mój kociak i jest to podwójnie przygnebiająca wiadomość..bo oznacza, że przynajmniej przez rok nie mogę przygarnąć kolejnego..nie dawało mi to spokoju..mieliśmy w sumie opinie trzech weterynarzy..dwie zbieżne, trzecia zupełnie inna...tyle ze leczenie nie dało rezultatów..
od tamtej pory szperałam w necie, tak dla swojego spokoju by sie dowiedzieć co to było..i chyba mam odpowiedź..
objawy się zgadzają co do jednego,efekt końcowy również..to prawdopodobnie był..koci tyfus..tylko żaden wet o tym nie wspomniał.
a najgorsze jest to, że on był po pierwszym szczepieniu, na dniach byłoby drugie..pewnie dlatego bronił się ciut dłużej, lecz nie starczyło mu sił.
jesli mam rację..to nie mogę następnego kociaka narazić na to choróbsko, podobno jego zarazki są wyjątkowo odporne na wszelkie czynniki..i nawet dezynfekcja mieszkania nie da 100% bezpieczeństwa
ostatek7 - Czw 24 Sie, 2006 12:55
Belisa, a jaką masz gwarancję, że przez ten rok nie przywleczesz zarazy na butach, torbie, parasolu? Z tego co wiem, koty chorują w całej Polsce... i nie tylko, w Niemczech też...
Piszę, bo właśnie kilka dni temu zakończyliśmy walkę z choróbskiem, a raczej jej kolejnym rzutem. Wszystkie cztery miauleństwa żyją, są pełne energii i wigoru. Dotur i tym razem nie zawiódł. Oczywiście, leczenie ma również skutki uboczne. Lek rzuca się kotom na serce - beznadziejnie kochają ratujących ich ludzi.
belisa - Pią 25 Sie, 2006 08:06
fakt, gwarancji nie mam żadnej, jesli to rzeczywiście było to..to przecież nie zamknę okacia w domu w jednym sterylnym pokoju..mam duży ogród i będzie z niego korzystał więc nawet jesli nie przywklę nic do domu to i tak może coś złapać poza nim..ale strach jest nadal..mimo to rozglądam się za następnym maleństwem:)
ola1996 - Nie 03 Wrz, 2006 11:13
Nie martw się, mi też kiedyś umarł kot, tylko nie znam powodu . Przez trzy dni go nie było. On czasem wychodził na jeden dzień, a następnego wracał, lecz gdy drugiego dnia nie wracał bardzo się zmartwiłam. Ja, moja koleżanka, brat i rodzice szukaliśmy go po całym podwórku. W końcu następnego dnia rodzice powiedzieli mi że znaleźli go mpod jego ulubionym drzewkiem i że nie żyje. Bardzo płakałam. To było dawno, miałam wtedy tylko pięć lat, teraz mam nową kotkę.
belisa - Czw 07 Wrz, 2006 15:28
no na pewno nie jest to przyjemne..w koncu kot to tez swego rodzaju przyjaciel..a ja powoli szykuje mieszkanie na nowego lokatora..i już nie mogę się go doczekać..wszystko wysprzątane, wydezynfekowane..kociak przygotowany do szczepień..i już wkrótce( za jakieś 2 tygodnie) będzię "pociesznik" w domu..Ale nadal troszkę się boję, żeby to się dla niego nie skończyło źle..Jednak potrzeba serca zwyciężyła nad strachem i zdecydowaliśmy się na malucha o wiele szybciej niż zamierzaliśmy. no więc trzymajcie kciuki za jego zdrowie:)..bo my na pewno będziemy go uwaznie obserwować i chuchać na niego z każdej strony..
|
|
|