To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
RękoDzielni - Forum u Maranty

miejsce spotkań miłośników robótek ręcznych wszelkich
i nie tylko...

Przebaczenie - a jak to jest z tym przebaczaniem

isabell - Nie 21 Maj, 2006 02:22
Temat postu: a jak to jest z tym przebaczaniem
niby się przebacza i ładnie o tym pisze ale nie zapomina -też tak macie-ale szczeże Question
Jolka - Nie 21 Maj, 2006 14:09

Co do przebaczania to nieraz jest z tym różnie można przebaczyć ale zapomnieć jest trudniej zło wyrządzone nam , niż jakąś drobną pomyłkę
pika15 - Pon 22 Maj, 2006 09:29

To zależy co trzeba przebaczyć , a w pamięci zawsze zostanie. nie wolno
isabell - Wto 23 Maj, 2006 00:49

pika15 napisał/a:
To zależy co trzeba przebaczyć , a w pamięci zawsze zostanie. nie wolno



no właśnie ale mi tłumaczono jak w pamięci sie to trzyma to nie można do końca przebaczyć no i jak tu żyć puknąć się

Pani Mama - Wto 23 Maj, 2006 15:50

wiecie co wogule to jest niejednokrotnie ciężko wybaczyć i chyba to zależy też co trzeba wybaczyć i zależy od tej osoby której mamy wybaczyc ale to chyba każdy inaczej ma
cmok

Jadzia - Sob 05 Maj, 2007 14:17

Przebaczysz - to zrozumiale , ze czasami nie mozesz zapomniec i to nie o to chodzi.
Przebacznie to znaczy , ze powinnas isc dalej w zyciu - po prostu zaakcetowac , ze bylo tak czy tak. Nie walkowac problemu tam i z powrotem.
Stalo sie przbaczylam i moge isc dalej love

alienacja - Nie 24 Cze, 2007 23:47

Tez mi sie wydaje, ze wszystko zalezy od tego co sie wybacza. Ale jesli juz sie to zrobilo to nie trzeba wracac do sprawy i juz ^^ Ja ogolnie staram sie szybko lagodzic rozne sprawy zeby to sie nie kotlowalo iles tam czasu... A wybaczam jesli czuje, ze moge to zrobic, bo zalezy mi na danej osobie bardziej niz na tym o co poszlo czy co sie stalo...

Tak wiec wszystko zalezy od szczegolow Wink

maciejka - Wto 17 Lip, 2007 23:05
Temat postu: nasi winowajcy
Dla mnie przebaczenie jest decyzja a nie uczuciem! to nie oznacza tez automatycznie zaufania
takiej osobie. Poniewaz na zaufanie trzeba od nowa "zapracowac". Nie kazdej osobie mozna na nowo zaufac . Jest taka modlitwa "...i przebacz nam nasze winy , jak i my przebaczamy naszym winowajcom..." Rozumiem to tak,jesli ja nie przebacze, mi tez nie bedzie przebaczone!
Czesto w takich sytuacjach prosze o pomoc z "gory" to pomaga!

dom_Klary - Czw 19 Lip, 2007 14:51

Serce i przebaczenie to siostry, które nieodłącznie nam towarzyszą.Jeśli gorące, płomienne serce wybaczy to i pamięć z czasem zacznie słabnąć i uspokoi się, wtedy wybaczysz.Powstaje jednak pytanie, czy warto?Pierwszy raz na pewno warto, każdemu trzeba dać szansę. Ludzie popełniają błędy, na błędach się uczą. Jeśli mamy powtóreczkę, no to uruchamiamy pamięć, przypominamy sobie jak to wcześniej było i o wybaczeniu już nie mówimy.Recydywa zazwyczaj jest sprawą tkwiącą w człowieku, to jakby nawyk, którego nie wytępisz.Albo się z tym pogodzisz, zaakceptujesz taki stan, albo Cię to zniszczy.Wybór należy do ciebie. Jest jeszcze jedna, bardzo wygodna metoda-po prostu nie widzieć.Mądry, hinduski wizerunek dobrej żony-symboliczne 3 małpy:1)-nic nie widzę
2)-nic nie słyszę
3)-nic nie wiem
Trudno mi powiedzieć, który sposób jest najlepszy.Osobiście wolę nie zauważać pewnych spraw, przede wszystkim tych, na które nie mam wpływu.Nie chcę żałować, że powiedziałam o jedno słowo za dużo, chociaż i tak gadam na okrągło.Poza tym istnieje szansa na to, że i ja będę prosiła o przebaczenie, wtedy mam kredyt.Mądre przysłowie mówi 'wet za wet, oko za oko'.A to już na pewno działa.Życzę też uśmiechu, on zawsze pomaga.

Zygfryd Smarzyk - Wto 07 Sie, 2007 23:34

Przebaczyć pierwszy raz? Nie jest trudno dać pozytywną odpowiedź. To samo pytanie postawione przed potrzebą drugiego przebaczenia, spotyka się już często z negatywną odpowiedzią. Szukając motywów do przebaczenia dotykamy często pamięci. Nie ma to jednak ze sobą wiele wspólnego. Pamięć często nie od nas zależy, jakże często zapominany to o czym chcielibyśmy pamiętać wiecznie. Przebaczenie jest umiejętnością, darem danym człowiekowi, aktem woli. Dowodem wielkości, jakże często siły. Przebaczyć i dźwigać w pamięci - cecha godna Człowieka.
Jeszcze jedno. Pragnąc i potrzebując przebaczenia wołamy "przebacz nam nasze winy, jako i my przebaczamy naszym winowajcom", wołamy słowami jakich nauczył nas Jezus. Jakże więc jednocześnie moglibyśmy nie pomiętać, że uczył przebaczać siedemdziesiąt siedem razy?
Zastanawiam się czy przebaczenie powinno czy musi być poprzedzone przyznaniem się do winy i prośbą o nie. Czy przebaczyć można (trzeba) bez skruchy winnego? Co o tym myślicie?
Z tysiącem serdeczności

Zygfryd Smarzyk - Wto 07 Sie, 2007 23:36

Ps. I jeszcze jedno: Ile razy powinniśmy przebaczyć sobie?
Z tysiącem serdeczności

dom_Klary - Czw 09 Sie, 2007 15:44

Z tym przebaczaniem sobie jest pewien problem.Sobie nie można wybaczyć, jeżeli poznamy efekt działania, które podlega tzw. wewnętrznemu wybaczeniu."Prawo moralne we mnie" tyczy nie tylko świata zewnętrznego, ale przede wszystkim wewnętrznego.Postępować musimy zgodnie z własnym sumieniem, wtedy nie ma tego problemu..J.P Sartre negował oddziaływanie czynnika solidarności społecznej w odczuciu sensu bytowania niezależnej jednostki.Tak świat należy do nas, jego akceptacja jest nam potrzebna, albo żyjemy dla siebie.Wolny kraj, wolny wybór.Albo jesteśmy wolni DO czegoś, albo wolni OD czegoś.
Ale uśmiech jest zawsze potrzebny. hmm hmm hmm

ostatek7 - Pią 10 Sie, 2007 08:41

hhmmm... a konstytucyjna równość? Nas nie dotyczy? czy też nie ma Niebieskiej Konstytucji? Możemy wybaczać innym - możemy/powinniśmy również sobie, choć to trudne... ale przecież popełniamy błędy, czasami działamy wbrew sobie i swoim zasadom (nie zawsze pomaga "niebo gwiaździste nad nami ani prawo moralne w nas") - i co? Nigdy sobie i innym nie wybaczymy? Nie poprosimy o wybaczenie? Do końca życia będziemy siedzieć na kaktusach, które sami posadziliśmy?
Buddyzm (a właściwie wszystkie religie) naucza że należy wybaczać. Aczkolwiek wybaczanie nie ma nic wspólnego z zapominaniem. Sytuacja, która zmusza/skłania do wybaczania powinna być dla nas lekcją, czegoś nas nauczyć, więc nie powinniśmy zapominać, powinniśmy wyciągać wnioski i uczyć się. Przemijanie, krótkość życia, nieuchronność śmierci, prawo przyczyny i skutku - świadomość tego winna nam wystarczyć jako ochrona przed niepotrzebnym gniewem, złością, nienawiścią i pamiętliwością. W końcu wszystkie rzeczy i sytuacje muszą się rozpaść...
Czy nigdy nie myśleliście o tym, że człowiek, który przysporzył nam cierpień, jest tylko narzędziem, albo trybikiem w Wielkim Planie Wszechświata? Gniewamy się na młotek, który nas uderzył w palec podczas nieudolnego wbijania gwoździa? Dlatego - nie czekajmy na skruchę i prośbę o wybaczenie... WYBACZAJMY... bo ciężko iść przez życie z takim balastem... idę na imprezę
Uśmiech popieram w całej rozciągłości...

ostatek7 - Pią 10 Sie, 2007 10:29

dom_Klary napisał/a:
istnieje szansa na to, że i ja będę prosiła o przebaczenie, wtedy mam kredyt.Mądre przysłowie mówi 'wet za wet, oko za oko'.A to już na pewno działa.

Rozgadałam się... na biegunkę słowną nie ma lekarstwa...
Masz kredyt - fajnie powiedziane - handel wymienny z życiem, przyjaciółmi, Bogiem?... często dajemy, nie dostając nic w zamian; czasami niebiosa są łaskawe i obdarowywują nas w nadmiarze, a najczęściej w ogóle nie zauważamy darów ani łaskawości Wszechistniejącego...
"Oko za oko" oznacza również sprawiedliwość kary. Za jedno oko - jedno oko, a nie para ócz, a do tego ręka i noga... Odwet, zemsta w odniesieniu do tegoż stwierdzenia to chyba nadinterpretacja... A czy to działa w praktyce? nie wiem...
Wierzę w wybaczanie... wierzę w to, że broniąc się przed przebaczeniem i chowając urazę w sercu (mózgu?) drepczemy w miejscu, że nie jesteśmy w stanie iść dalej... że skrzętnie przechowywana i karmiona wspomnieniami uraza jest jak kamień w bucie - uwiera... czy można wtedy iść przed siebie i patrzeć w gwiazdy?
Przebaczanie jest trudną sztuką. Ciągle się tego uczę i do końca nie umiem... tak łatwo wpaśc w samozachwyt - "alem szlachetna, alem wielka, bom przebaczyła sąsiadowi, choć on rzucił w mojego kota kamieniem, a we mnie grubym słowem"... tak myśląc, wzięłam już swoją nagrodę i nie powinnam liczyć na pozytywny "odwet losu"... to jest właśnie handel, o którym pisałam - a nie wybaczenie...
Prawdziwy i bezinteresowny dar/sztukę wybaczania trudno w sobie znaleźć... cmoknięcie bo trudno odbudować urażoną ambicję, bo boli zraniona duma... - ale właśnie wtedy prawdziwe, z serca płynące, przebaczenie przynosi ulgę...
Darujcie gadulstwo... kwiatek dla ciebie bo pisałam już o tym - m. inn. podczas prezentacji Daniela...
koniec idę na imprezę

dom_Klary - Sob 11 Sie, 2007 14:34

O, proszę filozof się nareszcie trafił i to z lasu czarownic. Witam w klubie.
Rozważania o istnieniu, zbrodni i karze w w stylu Raslkolnikowa mam już praktycznie za sobą, buddyzm zaliczyłam, traktuję go jako filozofię, która rozgrzesza, ale nie zawsze można rozgrzeszyć zło.Kiedyś, słyszałam fajne zdanie:"Przeżyj życie tak , aby na twoim pogrzebie było mnóstwo ludzi".Wypowiedział je mój ojciec, i żegnały go setki ludzi wdzięcznych za to, że był.Jego EGO było zgodne w formie i treści z ID i SUPER EGO.Nie był chyba szczęśliwy, co wydaje się być dziwnym, bo taka harmonia powinna dawać pełnię zadowolenia i samoakceptacji.W konkluzji wyszło na to, że jeśli postępujemy dobrze, dajemy ludziom zadowolenie to sami powinniśmy być z tego powodu szczęśliwi. Nie zawsze ma się jednak gwarancję , że tak będzie.Myślę, że miałaś, Czarownico, na myśli to przeznaczenie, Fatum, które krokami naszymi w pewien sposób kieruje ,że nie zgadzasz się z moją "frojdowską" wolnością, ale ja stosuję naprawdę sprawdzony schemat;Robię tak, aby dla mnie to było dobre, a jeżeli dla mnie dobre, to dla innych tym bardziej./Nie nazywam tego egoizmem, może jego odmianą/ staram się postępować zgodnie z sumieniem.Wybaczam też, jeśli mam na to ochotę, ale klękajcie narody, jeśli tej ochoty nie mam.W to wchodzi również kredyt zaufania, nadwyrężony, anemiczny dla mnie nie istnieje, chociaż coś tam się jeszcze tli, ale ja tego nie chcę widzieć.Korczakowska zasada upadku i podnoszenia odnosi się tylko do dzieci,my pracujemy dla własnej godności i mamy tego świadomość.
No, Koleżanko -Czarownico CZEKAM : bye

ostatek7 - Pon 13 Sie, 2007 09:19

dom_Klary napisał/a:
O, proszę filozof się nareszcie trafił i to z lasu czarownic. No, Koleżanko -Czarownico CZEKAM

Czyżby zdziwiło Cię czytanie Kanta pod daglezją? To się, niestety, czasem zdarza. Choć z filozofią nie mam nic wspólnego, oprócz obowiązkowych dwóch semestrów zakończonych egzaminem, ale to było w czasach odległych i niepoprawnych... więc - z żalem stwierdzam - nie nadaję się na członka klubu intelektualistów...
Piszesz "zaliczyłam buddyzm" - tak jak byś chciała powiedzieć: zaliczyłam seans filmowy, kurs szybkiego czytania, test z poprawności myślenia. Żadna religia (a buddyzm jest religią) nie zezwala na zło. I każda uczy przebaczania. Ateista ma jeszcze więcej problemów, bo on też chciałby żyć uczciwie, a nie pomaga mu żaden nakaz/zakaz religijny...
Nie sądzę, by to co jest dla mnie dobre, było zawsze i bezapelacyjnie dobre dla innych; różnie z tym bywa. Myślę, że miał to być skrót myślowy i tak chcę to rozumieć...
Podobnie jest z "Fatum". Życie może nas stawiać w określonych, czasami trudnych, sytuacjach, natomiat wybór drogi wyścia - należy do nas.
A freudowska wolność?... hm... wolność to też iluzja...
Pozostańmy więc przy własnych przekonaniach... bo... bardzo bym nie chciała (a może bym się bała) mieć w Tobie wroga... uklon kwiatek dla ciebie
Dopisek:
Jestem w wieku późno-dorosłym. Czy już nie mogę upadać i mozolnie (bo gnaty bolą) się podnosić? Jak upadnę, mam zostać na klęczkach, by nie naruszać własnej godności? Czy może szybciutko się zebrać i udawać, że to nie ja?
Jak rany, nie jestem nieomylna; wręcz przeciwnie - w popełnianiu błędów osiągam mistrzostwo Wszechświata...

dom_Klary - Śro 15 Sie, 2007 14:47

To czekanie Czarownicy na Czarownicę nie napawa optymizmem. nooo...
W Twoim lesie jest [mam nadzieję] cudownie, a tam gdzie dobro samo nie ma miejsca na zło. Zresztą, czy ono naprawdę istnieje?Zło w czystej postaci nigdy się nie objawia, zawsze otulone woalem pozornego humanitaryzmu pieści nasze umysły błogą nieświadomością własnego istnienia.
Pisząc, że zaliczyłam buddyzm troczę nałgałam.To nie ja go zaliczyłam-to on zaliczył mnie.Nie byłam muzułmanką, wierzę w mojego Boga, jestem mu wierna, ale jak każdy miałam chwile zagubienia.Poszukując alternatyw istnienia napotkałam kogoś, kto fanatycznie oddał się rozważaniom o wyższościach pewnych wierzeń nad innymi.Buddyzm wydawał się najbliższym ideału, ale nie dla mnie.Nie mogąc oddać się w pełni medytacjom, nie czując potrzeby tak ogromnego zaangażowania w poznawaniu samego siebie uciekłam jak szczur z tonącego okrętu.
Wiedźmo kochana, nie chcę Cię mieć za wroga,raczej wyczuwam bratnią duszę.Przyjemnością jest czytanie Twoich postów, chociaż wiele w nich czasami goryczy cmoknięcie .
Pozdrawiam uklon
Wiesz czego mi brakuje? Ideałów, może w Twoim lesie są jakieś? cmoknięcie

ostatek7 - Pią 24 Sie, 2007 12:26

Ale czarownice w końcu się spotkały i nie marnują czasu na dyskusje o miotłach... za to mówią jednym głosem o tym, że cudownie jest żyć, cudownie jest upadać i się podnosić, przebaczać, kochać, wierzyć, patrzeć w "niebo gwiaździste", cieszyć się tym, że koń jest biały a trawa zielona... cmoknięcie
Ideałów u nas pod d-ostatkiem i w "Domku Klary" i w "Chatynce Pod Daglezją". I choć nie przyznajemy się do tego, więcej w nas wróżek niż wiedźm... kwiatek dla ciebie
Czy przyznacie mi rację? bye

dom_Klary - Pią 24 Sie, 2007 14:36

Bo czarownice już takie są .Upiorne,żałosne w swej dobroci, czekają w zamyśleniu wielkim, aby świat je zaakceptował i pokochał.Potrzebujemy zrozumienia dla swych brudnych myśli i czynów (zaraz, może nie tak bardzo brudnych), ale równie dobrze możemy rozumieć samych siebie.I wtedy jest łatwiej.Myślimy duszą, mówimy słowem, czasami jedno wyprzedza drugie.Dobrze jeśli myśl.czyli dusza będzie zawsze przed słowem.A jeśli jest odwrotnie????
To są tylko słowa, one bolą, ale ... starajmy się poznać też duszę.Wtedy może być łatwiej
Ostatku zamieniłam swoją miotłę na nowszy model

Laura S. - Śro 26 Wrz, 2007 14:01
Temat postu: Jak długo można?
Jak długo można wybaczać słowa,które bolą?W dodatku gdy nie ma innych,zamiennych,ciepłych? Jak długo można wybaczać milczenie,które czuje się przez skórę,że pachnie kłamstwem?
Nie ma czarów ani magii na powyższe.
Boli do czasu aż wszystko w środku pęknie...
A wtedy co pozostaje?

dom_Klary - Śro 26 Wrz, 2007 14:22

No to wracamy wtedy do początku, niekoniecznie z tą osobą co by tu... I znowu słowa, słowa, słowa, i czekamy , BĘC!Znowu to samo, więc miotełką po oczkach i dalej szukamy.Miotełek ci u nas dostatek, a jak zabraknie, to zawsze ktoś podeśle.
Oszustwo jest niestety bardzo powszechne, panoszy się, drażni, ale nie mamy na nie wpływu, jest i koniec.Smutne jest, że ktoś udając anioła zmyli naszą czujność, ale... , każdego szkoda.Szabla w dłoń, uśmiech zgodny z nastrojem :wesolek: , intelekt w ruch i szukamy adwetu.Miotełka, też wtedy się przyda, no i ewentualnie później szufelka, bo przecież trzeba posprzątać. szalony

Laura S. - Czw 27 Wrz, 2007 06:58

Tą szufelką Klaro to chyba trzasnąć przez tzw. łeb. Tylko to strasznie trudne jak ręce opadają.Chciałabym być czarownicą...Zielone oczy już posiadam zebalek
Rozwijać się w tym kierunku? co by tu...

ostatek7 - Czw 27 Wrz, 2007 08:26

Laurka, pytasz co wtedy zostanie Question - zostanie właściwy czas na przebaczenie, wyciągnięcie wniosków i zamknięcie tego rozdziału. I można pójść dalej... niekoniecznie tą samą ścieżką i z tą samą osobą... Będziesz stać w miejscu, dopóki nie przestaniesz "międlić" własnych uraz i krzywd. Jak pisze Klara - "trzeba posprzątać"... a później - nowe wyzwania i nowe możliwości... i tyle nowych błędów do popełniania hmmm gdy coś się kończy, pozostaje nie pustka, ale miejsce na nowe zdarzenia i uczucia... może lepsze Question Razz
Czy oczy zielone są przywilejem czarownicy Question czy one wystarczą do skutecznego czarowania Question i czy można/należy zmieniać losy świata i poszczególnych ludzi Question
I pytanie retoryczne - czy zawsze spełnione marzenia dają szczęście Question może czasami bywają przekleństwem Question Question
Pozdrowienia z daglezjowego lasu, w którym króluje już jesień...

dom_Klary - Czw 27 Wrz, 2007 14:43

Laurka, szufelką przez łeb można i dla sportu, ale szufelki czasami szkoda.Rózga, jako narzędzie wszechstronne, jest bardziej przydatna.Po szufelce może się nie ocknąć, więc ryzyko potężne, robala trzepniesz, a za człowieka odpowiesz.Miotełka jest zgrabna, walnąć można kilka razy, a on i tak nie zorientuje się, że ty nie zamiatasz, tylko w rozkoszną mordę walisz no poczekaj... .Ulżysz sobie, a w razie pytań powiesz, że tylko porządki robiłaś, bo jakiś śmieć leżał.
Pozdrawiam, także szanowną koleżankę Tuśkę, a skrobnąć do mnie to nie łaska?Piesek pieskiem, literatura literaturą, a jaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa?
rotfl

Laura S. - Czw 27 Wrz, 2007 20:44

Miotłą czy szufelką to bez znaczenia. nie chce mi się używać siły,ani już o nic walczyc. Mogę tylko robić swoje,czyli starać się nawet dla tych,którzy tego nie doceniają i być w porządku przed samą sobą.
A tak poza tematem-chciałabym spotkać się kiedyś w daglezjowym lesie w domu Klary...Czuję, że to byłoby niesamowite doświadczenie cmoknięcie



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group