Pogaduchy - Śmieją się ze mnie, że lubię robótki ręczne. :D
Pani Mama - Wto 02 Sty, 2007 23:26
przez ostatni miesiąc gdy byłam z moja córka w klinice to robiłam aniołki rozdałam dzieciom na oddziale i pielęgniarkom i zrobiłam pani u ktorej mieszkalam aniolki,2 spodnice i bluzke a robilam to przewaznie gdy bylam w klinice przy corce i zainteresowanie było ogromne nawet mezczyzn nie powiem czulam sie taka dumna i zadowolona ze ktos sie interesuje reczna robotą a jak załozylam moje ciuchy to po prostu wszyscy ogladali i zachwycali sie
naisha - Śro 28 Lut, 2007 14:30
hehe ze mnie tez się śmieją, ze mam takie hobby (od niedawna). Mówią, że jak stara babcia. Ale co tam. Nie ma sie czym przejmować. Mnie się podoba. Pozdrawiam!
alienor - Śro 28 Lut, 2007 22:10
ja mam zupełnie odwrotnie , nikt się nie śmieje , mąż jeżdzi ze mną po włoćzkę , albo sam kupuje ( z kartki), córka uwiekbia nosić rzeczy , które dla niej robię , znajome wpraszają ię na kawę z kawałkiem nitki na nukę dziergania . Zaraziłam kilka osób i pewnie będzie więcej , bo co rusz któś prosi , abym miala przy sobie szydełko i pokazała o co w tym chodzi.
mazionta - Wto 01 Maj, 2007 10:50
Ze mna jest tak- czesto znajomi sie smieja, ze znowu cos dłubie. Ale jak zblizaja sie swieta, czy jakies inne 'swiateczne okolicznosci', to przychodza po kartke, prosza zeby zapakowac.
A jesli chodzi o szydełko, to dopiero stawiam pierwsze kroczki w tej dziedzinie, nie mam sie jeszcze czym pochwalic, ale mysle ze bedzie podobnie.
Wiele z moich znajomych uwaza ze to bardzo trudne- ja mysle, ze trzeba poprostu chciec, trzeba sprubowac.
halszka - Wto 01 Maj, 2007 11:23
To i ja się też opowiem w tym temacie:
pochodzę z takiej rodziny , w której jak sięgam pamięcią wstecz - wszyscy coś dłubali , dziergali...
A u mnie w domu było tak ,że ja coś zawsze zobaczyłam lub wymyśliłam , tata robił , obliczał,rysował schematy na papierze kancelaryjnym w kratkę( głównie wzory na firany) , a mama dziergała .
To było dawno , nie było wtedy takiego dostępu do różnych gazetek z wzorami jak dziś ,więc często wymieniałyśmy się wzorami ze znajomymi , z sąsiadkami, te z kolei nosiły i przynosiły z pracy i tak to szło,
Sasiadki przy okazji też się duzo nauczyły i potem zbierały się "do kupki " po 3 -4 osoby i tworzyły w moim domu małe kółko -warsztacik . Teraz robutkują ich córki a nawet 2 moich kuzynów hi hi
Znam wiele osób starszych i młodych które podziwiają i chwalą wszelkie rękodzieła, bo może w sklepie czy na placach można kupić rzeczy ładniejsze i tańsze - ale te, ręcznie zrobione -są nasze , zrobione przez nas, i to bardzo cieszy
Mira - Nie 30 Wrz, 2007 00:29
Szydełko pozwoliło mi przetrwać najgorsze chwile.Kiedy lekarka postawiła diagnoze w sprawie choroby mojego syna "uciekłam" w szydełko i tak mam do dzisiaj.Pozwoliło mi ono przetrwać ciężkie i biedne chwile ponieważ mój mąż był dwa razy bez pracy.Nie raz ratowało mój budżet domowy.Niech się śmieją niech mówią co chcą ja kocham swoje szydełko i tak już zostanie.
Zygfryd Smarzyk - Pon 04 Lut, 2008 15:19
To mnie jeszcze nie było... Więc czytam i czytam...
| Cytat: | | patrzą z zaciekawieniem cóż takiego robi ta kobitka siedząca na ławce |
...a co z facetem by było? Pytanie odwieczne, musiałem spróbować. Przed laty na kurs czółenka do Torunia z Bydgoszczy jeżdziłem co tydzień. I zawsze, by wrócić do domu po zajęć skończeniu, trzeba było godzin trzy prawie na dworcu odsiedzieć. Herbata - 10 minut, ciasto - cztery. Sporo czasu zostało, więc szydełkowe i czółenkowe domowe zadania robić można było. To samo w pociągu, bo jazdy godzina.
To były pierwsze moje publiczne występy. Nikt się nie śmiał. Owszem, zainteresowanie wzbudzałem. Nie przeczę. Kobiety pilnie patrzały. Spode łba to widziałem, gdy oczy podniosłem - uciekały wzrokiem w sufit lub ciemność za oknem. Ciekawość budziłem u mężczyzn. Czółenko oglądać chcieli i sporo pytali.
Inaczej może było wśród znajomych. - Nie szkoda ci czasu... - Że też chce ci się... Zmieniło się to diametralnie po moich koronek z galerii wystawie. Do tej pory nie wiem czy wynik był to jakości serwetek czy ilości banknotów, jakie wystawa przyniosła.
Z dziwnym, niemęskim, mym hobby nie kryję się wcale. Mniej robię teraz "na oczach" raczej z powodu kłopotliwego - np. w parku - żonglowania nie tyle szydełkiem co... okularów parami aż dwiema.
Nie jest szokiem zdziwienie czy śmiech innych. Nieraz oni swą postawą podobne uczucia wywołują we mnie. Śmieszyć potrafi każda niecodzienność - normalna reakcja. Jednak, kiedy zachowanie bliźniego ma docierać do mnie tylko by zaboleć - to nie śmiech tu ważny, tylko chamstwo i bezmyślność, by nie rzec głupota.
Z tysiącem serdeczności
jobi - Pon 04 Lut, 2008 18:59
Panie Zygfrydzie, mogę tylko przyklasnąć.
Bardzo prawdziwe słowa, boli chamstwo i głupota. Ą śmiech często jest życzliwy i sympatyczny.
A, i wiele lat temu, jeszcze w podstawówce, krzyżykowania uczyłam się od kolegi z ławki
matyldzia - Czw 15 Maj, 2008 14:50
Nigdy mnie nic przykrego nie spotkało. Na samym początku jak zaczynałam wyszywać to domownicy mieli uśmieszki na ustach, ale jak były widoczne efekty to nawet młodszy brat próbował coś wyszyć. Dalsza rodzina i znajomi podziwiają. Co myśli reszta nie ma dla mnie znaczenia, to moja pasja i absolutnie się tego nie wstydzę. Natomiast strasznie mi żal ludzi którzy nie posiadają żadnego hobby, jak dla mnie to takie trochę życie bez sensu.
Robótki ręczne są mi po prostu potrzebne do życia, to takie moje ładowanie akumulatorów.
Mój przyszły mąż zwrócił na mnie w ogóle uwagę dlatego że się dowiedział o moim zainteresowaniu a więc głowa do góry, najważniejsze być sobą tym najwięcej można zyskać
zamajka - Pią 16 Maj, 2008 19:09
Nie wiem dlaczego, ale robotki reczne ciagle budza zdziwienie, gdy juz sie wyda, ze to uwielbiam. Nie rozumiem dlaczego? Czytanie ksiazek nie dziwi, ale gdy juz ktos dzierga na drutach czy szydelkuje, to ludzie robia wielkie oczy i smeca, a po co to, a oczu nie szkoda itp. Robie rozne prace, nie tylko dziergam, i nauczylam sie, ze lepiej nie chwalic sie zbytnio, zeby nie wyjsc na totalnego dziwaka. A ja to lubie, to wspanialy relaks, czas na przemyslenia i w dodatku powstaje cos trwalego, namacalnego. Moda na dziergana odziez przychodzi co jakis czas. Mozna wtedy zablysnac wlasnorecznie wykonanym ciuchem. Szkoda tylko, ze wykonywanie prac na konkretne zamowienie, nie jest juz oplacalne (przynajmniej wsrod moich znajomych). Zbyt duzo jest tanich rzeczy wykonanych maszynowo i nikt nie docenia nakladu pracy wlozonego w odziez wykonywana recznie i nie jest w stanie zrozumiec, ze cena powinna byc adekwatna do czasu poswieconego robotce.
Iwoncia - Nie 18 Maj, 2008 18:12
Jak kilka dni temu przy jednej z koleżanek z pracy powiedziałam ,że lubię szydłkować, to obudziłam ogólne zdziwienie."Mnie by się nie chciało,to za trudne,jak będę emerytką
to się nauczę"-to kilka komentarzy.
Ja nauczyłam się jeszcze w podstawówce ,pierwszy łańcuszek robiłam wspólnie z Babcią,pózniej długo ,długo nic,ewentualnie obrębiłam jakąś chusteczkę kordonkiem z babcinych zapasów.Dopiero ,gdy zaczęłam pracować w księgarni coś drgnęło, nauczyłam się wtedy dobrze dziergać (robić na drutach też ale bez biegłości)wyłącznie z książek,czasopism,do dziś rozgryzam mamie wszystkie wzory na druty.Zachęcił mnie jeden z klientów,który prześlicznie haftował krzyżykami na płótnie.Złapałam wtedy bakcyla i choruję do dziś(choć z przerwami)Lubię małe formy bo widzę efekty od razu.Dlaczego to robię - cóż własnoręcznie wydziergany drobiazg jest wyrazem miłości do obdarowanej osoby,wszydełkowuję do robótki uczucia i co równie ważne wyciszam się,opróżniam umysł z wszystkich zbędnych ,negatywnych myśli.
DO WSZYSTKICH ROBÓTKOWICZÓW : JESTEŚMY WSPANIALI !!!!!!
:
matyldzia - Nie 18 Maj, 2008 19:19
Iwoncia ja też pracowałam w księgarni i właśnie dzięki książką zaczęła się moja przygoda z robótkami ręcznymi
wyrosnieta11 - Czw 17 Lip, 2008 11:43
ja dziergam od dłuższego czasu ale nigdy sie tym nie chwalilam. robilam swoje robotki po cichu w domu. od 2 lat siedze w anglii a od ponad roku pracuje na pol etatu wiec cale dni mam wolne. na poczatku nie wiedzialam co zrobic z tym wolnym czasem ale pozniej moja mama przywiozla mi szydelko i troszke kordonka. moj narzeczony najpierw zaczol sie nabijac ze ja napewno nie umiem szydelkowac. pokazalam mu ze jednak cos tam umiem. zabralam sie za robienie serwetki i wtedy zaczelo sie smianie ze jak stara babcia(bo wiekszosc ludzi sadzi ze to zajeie dla starszych osob). niestety zapal mi minol i zostawilam ta serwetke na dlugi dlugi czas. kiedys buszowalam po internecie i trafilam na wasze forum i stwierdzilam ze trzeba dokonczyc ta serwetke. usiadlam i po 4 dniach byla gotowa a jak narzeczony ja zobaczyl to zbladl i odrazu poprosil abym zrobila takie cudo dla jego babci. pozniej zaczelam wyszukiwac na tym forum ciekawych rzeczy do zrobienia i jak tylko cos koncze wszyscy w pracy wiedza o tym a kolezanki prosza mie abym im tez cos takiego zrobila. Narzyczony jest teraz ze mnie dumny:) ostatnio zauwazylam ze potrafi nawet sie chwalic do obcych ludzi w sklepie ze ta zabka ktora nosze przy torebce to moja robota i kolczyki tez sama zrobilam:) wiec nie miejcie poprow przed szydelkowaniem i nie wstydzcie sie tego a gdy cos zrobicie chwalcie sie tym przed calym swiatem:)
SoWa - Czw 17 Lip, 2008 13:09
Moje dzierganie też budziło uśmieszki, ale do czasu. Udział w 3 wystawach ( w tym jedna indywidualna), artykuł w lokalnej gazecie zrobiły swoje. Rzeczy zrobione przeze mnie zaczeły być odważniej noszone ( lepiej wygląda się w rzeczy, co do której mamy pewność, że jest ładna). Teraz wręcz jestem ( co prawda delikatnie i ze zdziwieniem) ale ponaglana jeśli zajmuję się czymś innym - to ty nie robisz na szydełku?
Tym, co na razie nie znajdują uznania otoczenia zalecam cierpliwość i życzę takiego szczęśliwego splotu okoliczności i uśmiechu losu, aby wszystko się zmieniło.
Dla mnie opinia innych o mojej pasji była mało ważna, jednak o wiele lepiej się szydełkuje, budząc pozytywne emocje ( tak to skromnie określę).
No i rzecz najważniejsza - dzięki FORUM U MARANTY powstają rzeczy niepowszednie
dosiak - Czw 17 Lip, 2008 13:42
Stwierdziłam ze też muszę parę słów dodać!Ze mnie też się śmiano,a najbardziej gdy zakładałam własną firmę"dziewiarstwo ręczne",ze nie zarobię nie utrzymam się !!!!!i co teraz to każda koleżanka mi zazdrości.....mam swoja własna firmę....która zarabia!!!Mam dwójkę synów których w domku dopilnuje sama,zrobię obiad mam posprzątane,i z dziećmi mam kiedy pogadać .A przy okazji jeszcze zarabiam pieniążki i wypracowuję sobie emeryturę!!!! Wiele osób tych które się że mnie śmiało teraz mi zazdrości,że za przedszkole nie płacę i mam czas wszystko pozałatwiać....Nie muszę gonić rano do pracy!!!!I większość śmiejących się kiedyś jest teraz moimi klientkami!!!!! Więc nie przejmuj się "pajacami"i pracuj dalej!!!!!
Pozdrawiam!
Truskaweczka - Śro 24 Cze, 2009 21:53
Kiedy znajomi dowiedzieli się o moim hobby też rzucali komentarze, że tylko fotela bujanego mi brakuje. Dopiero w chórze akademickim (pozdrawiam AZM ) spotkałam dziewczyny w moim wieku, które również szydełkowały i to o wiele ładniej Kiedy udało mi się zrobić coś, w czym można sie pokazać od razu cześć moich koleżanek chciała, żebym im tez zrobiła. Więc coś w tym musi być Chyba większość nierobótkujących znajomych chociaż raz pozazdrościła nam prac
mala100gosia - Czw 25 Cze, 2009 08:01
| ostatek7 napisał/a: | | starający się o rękę panienki młodzian nie "trąbił piwska" ani nie "czatował w necie", tylko kłębuszki zwijał i niteczki podawał... |
to ja mam tak teraz z swoim chłopakiem. Jak szydełkuje na uczelni to pilnuje by kłebek za daleko nie odleciał Ciesze sie, ze on to rozumiem i sie mu to podoba, bo w przeszłości moi panowie specjalnie tego nie akceptowali ( ba nawet wstydził ise jeden, ze jego dziewczyna zajmuje się takimi rzeczami ). Za to moj dobry kumpel, a przyszły projektant zawsze mie popierał i czekał z niecierpliwoscią na efkety pracy tak jak i rodzina, jednak w szkole czasem slyszałam komentarze "czy mi czasu nie szkoda ?", "to takie staroswieckie" i tym podobne, ale z czasem się przyzwyczaili, a moi najblixsi przyjaciele nigdy tego nie krytykowali ( bo inaczej mieli by do czynienia z moim szydełkiem )a nawet ciągle dopytuja się o aktualne prace nawet jesli sa to faceci
żabka - Pią 26 Cze, 2009 11:08
Jakoś do tej pory nie słyszałam komentarzy krytykujacych to co robie, a lubie podziergać i na szydełku i na drutach. Ostatnio zabralam sie za decu. Doszło nawet do tego, że w domu, przestałam się prawie zajmować xxxx. Przejął je mój mąż i teraz to on xxxx, ja tylko sporadycznie coś drobnego Znajomi często się pytają gdzieśmy się znaleźli, bo tak sobie wieczorkiem usiądziemy przed telewizorkiem, jednym okiem spoglądając czasami na obraz a drugim na robótki i tak nam mijają wspólne wieczory
Więc panie i panowie - nie ma się co przejmować docinkami tylko dalej robić swoje i chwalić się przed światem że samemu się umiało i mieć satysfakcje że np. sweterek w sklepie który nam się podoba kosztuje 100-150 zł i czasami więcej potrafimy wykonać własnoręcznie - niejednokrotnie lepiej niż orginał - i być ubranym że dech zapiera
Pozdrawiam serdecznie
Truskaweczka - Pią 26 Cze, 2009 11:26
No, jeśli chodzi o rodzinę, to bez co i rusz - a zrób mi to, a zrób mi tamto. Mąż zamówił u mnie sweter i długo szukaliśmy włóczki. Skończyło się na oliwkowej Puchatce, ale się naszukałam, bo w sklepach nie ma sezonu (cokolwiek to znaczy).
Nie wiem czemu ale wszystkim kogo znam robienie serwetek kojarzy się z kobietami z koła gospodyń wiejskich. Chyba na przekór wszystkim zmaszczę serwetę, aż im oczy wyjdą
woalka - Pią 26 Cze, 2009 11:33
Zawsze mówiłam, że jestem z minionej epoki, tylko jakoś przypadkiem za późno się urodziłam
Kiedyś tylko robiłam na drutach i sporo było podśmiechiwania się ze mnie.
Odkąd chwyciłam do ręki czółenka - dookoła słyszę same zachwyty.
Jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby mnie ktoś nie zapytał co to takiego, kiedy robótkuję w pociągach relacji Gdańsk-Warszawa lub Gdańsk-Poznań. I zamówień na gotowe wyroby i na lekcje frywolenia mam mnóstwo.
Tylko, że ja jeszcze nie czuję się za mocna, żeby udzielać lekcji. Chyba ciągle źle jakoś trzymam czółenka i choć efekt jest OK, to jednak robię to w tempie 3x wolniejszym, niż widziałam u innych. No i nie chciałabym innych uczyć błędnie...
honda46 - Śro 08 Lip, 2009 21:51 Temat postu: śmieją się ... Radzę nie zwracać uwagi na "biednych" wyśmiewających się ludzi. Ja szydełkuję od bardzo wielu lat. Nauczyła mnie babcia i mama. Teraz cieszę się, że "zaraziła" się też tym moja córka. Ponieważ w moim wieku czas szybko ucieka, to szydełkuję nawet oglądając telewizję. W pewnym okresie mego życia robótki stanowiły dla mnie pewnego rodzaju ćwiczeniami rehabilitacyjnymi, a teraz są tylko przyjemnością.
Anisa - Czw 09 Lip, 2009 10:35
Z zainteresowaniem przeczytałam powyższe wypowiedzi i też pozwolę sobie wyrazić swoje zdanie. Szydełkowaniem, drutowaniem i haftowaniem zajmuję się odkąd pamiętam, coraz odkrywam nowe techniki, których uczę się z zapałem. O swojej pasji nikomu nie mówiłam, a swoich prac nikomu nie pokazywałam. Aż do teraz. Reakcje jakie są? Różne. Rodzina i najbliżsi sprzyjają, chwalą, podziwiają. A inni? Jedni chwalą, podziwiają, a inni milczą lub się krzywią. Kiedyś zdarzyło mi się szydełkować w poczekalni u lekarza. Pewna starsza pani była zachwycona, nie mogła wyjść z podziwu, dopytywała się co to będzie itp. a obok niej młoda dziewczyna spoglądała na mnie krzywo. Ale ja się tym nie przejmuję. Myślę, że ludzie którzy nie mają swojej pasji są bardzo ubodzy, to ja mając swoje druty, szydełko, hafty jestem baaardzo bogata
żabka - Czw 09 Lip, 2009 10:38
"Każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby" ma a my mamy nasze szydełka, druty, igły itp i dzięki temu jesteśmy najbardziej szczęśliwymi ludźmi na świecie, bo to spora sztuka zrobić coś z niczego - nie każdy to potrafi
mala100gosia - Czw 09 Lip, 2009 19:47
z młodymi dziewczynami jest taki problem, że mają pewnego rodzaju skrzywienie... wydaje się im ze rzeczy szydełkowe musza isę kojarzyć z tym co moze nosza ich babcie, a co zrobiły majac o wiele lat mniej czyli z ich punktu widzenia jest to nie modne. nie przyjdzie im do głowy, ze projektanci mody tez z tego korzystaja, a jak zobacza np. tunike w H&M zrobiona na szydełku, że coś takiego a nawet lepszego mozna zrobić samemu i jeszcze zaoszczedzić
Gwozdek - Czw 09 Lip, 2009 21:35
| żabka napisał/a: | | "Każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby" ma a my mamy nasze szydełka, druty, igły itp i dzięki temu jesteśmy najbardziej szczęśliwymi ludźmi na świecie, bo to spora sztuka zrobić coś z niczego - nie każdy to potrafi |
Podpisuję się pod tym obiema rękami.
|
|
|